JedzenieMiejsca

Żyj wolno, jedz zdrowo, płać dużo – czyli Targ Śniadaniowy

autor Żona Czerwiec 29, 2014 11 Komentarzy
DSC01043

W ramach zwalniania tempa naszego życia wybraliśmy się w sobotę kolejny już raz na żoliborski Targ Śniadaniowy. Tym razem zaplanowaliśmy swoją wizytę na wczesne godziny ranne, by móc cieszyć się dobrym i zdrowym śniadaniem zanim zrobi się tłoczno.

DSC01041

Śniadanie jak w Barcelonie ;)

DSC01050

Jajka po benedyktyńsku, sadzone zamiast w koszulkach, ale całość i tak pyszna :)

Tak samo jak za pierwszym razem, chodziliśmy od stoiska do stoiska, głodni i niezdecydowani, bo oczy chciałyby zjeść wszystko, ale żołądek wszystkiego nie pomieści. Całe szczęście od samego wejścia wpadliśmy na hiszpańskie stoisko, z którego porwaliśmy po kanapce i przegoniwszy pierwszy głód, mogliśmy w spokoju planować dalszą konsumpcję. A jest z czego wybierać. Kilkadziesiąt stoisk oferuje tak różnorodne jedzenie, że każdy znajdzie coś dla siebie: od naleśników na słodko lub słono, przez burgery, dania kuchni azjatyckiej, włoskiej, węgierskiej, hiszpańskiej, etiopskiej, do zdrowych i domowych ciast i deserów. Można też od razu zrobić zdrowe zakupy: są stoiska z pieczywem, wędlinami, wędzonymi rybami, serami, oliwami i oliwkami, przeróżnymi pastami, kawami, sokami, lodami.

DSC01044

DSC01046

Kawowy raj

Jedzeniowy zawrót głowy, a na pewno nie wymieniłam wszystkiego. My snując się od stoiska do stoiska chwyciliśmy jeszcze: jajka po benedyktyńsku, kawę po wietnamsku, smażone pierożki won-ton, krewetki w cieście, kalmary w cieście, kiełbaskę z rusztu, naleśnika z szynką, rukolą, jajkiem i serem, zielony koktajl ze szpinaku, natki i ananasa oraz lemoniadę. W międzyczasie próbowaliśmy soku wiśniowego bez dodatku cukru, oliwy z oliwek, pesto i gruzińskich ostrych past.

DSC01053

DSC01073

DSC01089

Dla dzieci też jest trochę atrakcji. Można było budować z LEGO, skakać na trampolinie (batucie), rysować lub po prostu bawić się na mini placu zabaw.

Brzmi świetnie? I jest świetnie, poza kilkoma minusami.

Po pierwsze, ludzie. Masa ludzi. Dziki tłum ludzi. Do godziny 11.00 jest pustawo, cicho, przyjemnie. Po godzinie 11.00 robi się tak tłoczno, że ciężko znaleźć miejsce do siedzenia, a poruszanie się z wózkiem wymaga nieustannego przepraszania innych przechodniów.

DSC01048

DSC01054

DSC01084

DSC01062

DSC01083

DSC01066

Po drugie, ceny. Czy zdrowe i ekologiczne jedzenie naprawdę musi tyle kosztować? Czy po prostu jesteśmy robieni w konia za pomocą trzech magicznych słów: EKO, BIO i ORGANIC? Prosta kanapka złożona z jednej kromki z bagietki i plasterka szynki serano kosztowała 3zł, jajka po benedyktyńsku, czyli połówka razowej bułki, plaster szynki oraz jajko sadzone – 10zł. Nie łudzę się, wiem, że to są ceny restauracyjne, bo jednak wśród wystawców było sporo restauracji czy cateringów. Samym produktom nie mam absolutnie nic do zarzucenia, bo były naprawdę najwyższej jakości. Pieczywo świeżutkie i pyszne, jajka niespodziewanie smaczne, chorizo czy szynka serano – jakby przed chwilą przywiezione z Hiszpanii, oliwy świeżutkie i pełne smaku, pasty ręcznie robione, wszystko świeże, zdrowe i pyszne.

Mimo tych minusów znów wracaliśmy do domu z pozytywnymi wrażeniami i z najedzonymi brzuchami. Na pewno nie raz jeszcze wybierzemy się na targ śniadaniowy, ale z rana, kiedy jest najmniej ludzi i można naprawdę odczuć ten SLOW – i z szacunku dla naszego domowego budżetu nie częściej niż raz w miesiącu. Choć może następnym razem zobaczymy jak to jest robione w innych częściach Warszawy: w Wilanowie i na Woli.

Może ci się też spodobać

  • Jestem przeciwnikiem ekospecjałów, które przeważnie musza kosztować dużo więcej niż powinny. Naprawdę ile trzeba zjeść „strasznych” nieekologicznych warzyw, czy np. nabiału, żeby potem powiedzieć: zrobiłem głupstwo, że nie kupowałem eko jedzenia za 3x więcej pieniędzy. Nabijanie ludzi w butelkę, podobnie jak dużo innych proekologiczno-zdrowotnych chwytów.

    • Ja odczuwam różnicę w smaku. Niby takie jajko, co tam może inaczej smakować, ale jednak smakuje inaczej, albo truskawki kupione przy drodze różnią się w smaku diametralnie od tych kupionych na bazarze. Tylko czy to NAPRAWDĘ musi kosztować 3 razy więcej???

      • Marcin Cieślikowski

        A fiskalizacja była?

      • Szczerze to nie zastanawiam się nad pochodzeniem warzyw i owoców, bardziej zależy mi na ich świeżości. Najlepsze truskawki, które od lat jadłem, a teraz czereśnie kupujemy od pani, która stoi przy naszym markecie. Mają widać duże plantacje bo sporo tego jest i schodzi, ale do głowy mi nie przyjdzie pytanie, czy aby to nie przy autostradzie lub czy zdrowo hodowane. ładne, smaczne i szybko schodzi w znośnej i normalnej cenie sezonowej to biorę. Zawsze wybiorę świeżutkie warzywa z np. takiego Lidla, niż dużo droższe nie zawsze atrakcyjne wizualnie eko towar.

        • A zastanawiałeś się może, że te EKO warzywa wyglądają naturalnie, a te ładne i świeże to są zrobione na ładne i świeże? ;)))) Jak z tymi filetami z kurczaka: jak mały to znaczy że zdrowy i eko, jak wielkości indyczego to omijać bo naszpikowany hormonami? ;)))))) Ja produktów eko za bardzo nie kupuję, warzywa kupuję tak samo – na stoisku pod sklepem, bo codziennie są świeże i mam duży wybór.

          • I co z tego, ze kupie ekologiczną marchew skoro w drodze by ją kupić nawdycham się spalin i pyłów? Bez przesady z tym eko :) A co do mięs to naszej diecie mało tego w naszej diecie (Monia), a mojej wcale.

          • Miałam nadzieję że ilość emotikonów jest wystarczająca żeby nie brać mojej odpowiedzi zbyt serio ;)

          • Ja wszystko na serio biorę ;)

  • Paweł Cichocki

    veni, vidi, comedi :-)
    Mam jeszcze jedno spostrzeżenie. Chyba na każdym stoisku oferującym zdrową żywność oznaczało to produkty wegańskie :-(

    • O nie, bądź pewny że ta bułka którą jadłeś była z ekologicznych upraw, wędlina najwyższej jakości, a to jajko od kurki jedzącej tylko eko-paszę. ;)

      • Paweł Cichocki

        Tak, wiem, ale nie reklamowali się jako „zdrowa żywność” tylko eco ,bio.