Bardzo serioPo godzinachTrochę żartem

To ja jestem głównym bohaterem Whiplasha!

autor Żona Styczeń 29, 2015 0 komentarzy
DSC04598
Ze wszystkich obejrzanych dotąd „oskarowych” filmów to właśnie „Whiplash” zrobił na mnie największe wrażenie. Nie szeroko komentowany i komplementowany „Birdman”, a właśnie dziwny, trochę offowy film o perkusiście. Nie jestem muzykiem, a tym bardziej perkusistą, a jednak mam wrażenie, że ten film jest o mnie. O tobie też, o każdym!


W tym filmie głównym bohaterem jest młody i zdolny perkusista, który za wszelką (i mam na myśli naprawdę wszelką) cenę stara się dostać do najlepszego zespołu jazzowego, który prowadzi psychopata i socjopata. Naprawdę. Nie pomyślicie inaczej ani przez chwilę, oglądając postać graną przez J.K. Simmonsa. Ten koleś wymaga od swoich muzyków perfekcji (chciałam napisać absolutnej perfekcji, ale przecież nie może być nic bardziej perfekcyjnego od perfekcji). Wymaga zaangażowania, pracy ponad siły. Nie wybacza najmniejszego błędu. A do tego, znęca się nad swoimi muzykami psychicznie. Dokręca im śrubę bardziej i bardziej, żeby okazali albo charakter, albo rezygnację, żeby wycisnąć z nich jak najwięcej, żeby przekroczyli swoje granice i stali się najlepsi.

Dość kontrowersyjne są to metody i nieraz pukałam się w czoło obserwując kolejne sceny na ekranie. Przypomniało mi się przeczytane kiedyś zdanie, że charakter człowieka kształtuje się poprzez to, jak radzi sobie z porażkami i przeciwnościami. I wiem, to takie pseudo mądrości, których po Internecie krąży mnóstwo i są w każdej podrzędnej książce o motywacji. Nie znoszę takich książek i nie cierpię takiego bleblania, ale tym razem zatrzymałam się na tej myśli dłużej. Zaczęłam analizować, jak ja radzę sobie z przeciwnościami, które mnie spotykają, jak radzę sobie z porażką. No więc, radzę sobie źle. Jeśli coś może pójść nie tak, jeśli wiem, że mogę napotkać jakieś trudności – wycofuję się. Jeśli coś mi się nie udaje, jeśli coś wymaga dużej pracy i nie przynosi od razu efektów – szybko się poddaję. Jestem impulsywna w działaniu – szybko się do czegoś zapalam i bardzo szybko tracę zapał. Przy pierwszym lepszym problemie, mam ochotę wszystko rzucić i więcej do tego nie wracać.

Ten film zainspirował mnie do zmiany swojego nastawienia. Jak się zachowam, kiedy życie rzuci we mnie krzesłem?* Schowam się w kąciku i będę płakać, czy wrócę następnego dnia silniejsza? Czy potrafię nie uciekać, nie dać się trudnościom, uczyć się na błędach, wyciągać wnioski z porażek? Bo przecież od głaskania po główce nie stanę się najlepsza. Jeśli tylko będę cierpliwie robić swoje i wyciągać wnioski ze swoich działań, to osiągnę swój cel. Nigdy nie dojdę tam, gdzie chcę, jeśli zawrócę lub zboczę z drogi.

Każdy z nas od czasu do czasu napotyka na swojej drodze przeszkody. To my decydujemy, czy zawrócimy, czy podejmiemy trud, żeby je pokonać. Choćby kosztem kilku smagnięć batem.

*) zrozumiecie, jak obejrzycie ;)

Może ci się też spodobać