Bardzo serio

Jestem najlepsza w byciu sobą. I ty też powinnaś!

autor Żona Listopad 12, 2014 3 komentarze
https://www.flickr.com/photos/nachett/7090072255
Czasem zdarza się taki dzień. Dzień, w którym wątpię w samą siebie. Dzień pod tytułem: jestem najgorsza. Nie zdarza się całe szczęście zbyt często. Ale kiedy się zdarza, moja pewność siebie wali się jak domek z kart.


Czasami wystarczy jeden drobiazg. Jedna rozmowa z kimś, komu chce się bardziej, wie lepiej, żyje mocniej. Czasem jeden żart za dużo, albo jedna kobieta z lepszą fryzurą/figurą/urodą niż moja. Ktoś, kto jest bardziej zdolny, lepiej pisze, czy robi lepsze zdjęcia. I pojawia się myśl: ja nigdy taka nie będę, ja tak nie potrafię, ja się tak nigdy nie nauczę. Porażka boli dotkliwie, a ja jestem swym najsroższym sędzią. Więc najpierw obwiniam siebie, potem obrażam się na cały świat.

Kiedy byłam dzieckiem i obrażałam się na moją rodzinę za coś, szłam w najciemniejsze miejsce naszego mieszkania, zaszywałam się w jego najciemniejszym kącie i czekałam. Czekałam, aż świat odbierze moją wiadomość i zrozumie, jaki był dla mnie niedobry. Czekałam, aż ktoś przyjdzie i powie, że przeprasza, że to było nieładne z jego strony (cokolwiek zrobił) i żebym mu wybaczyła (romantyczka!). I wiecie, co? Nikt nigdy nie przyszedł. Po jakimś czasie, który dla mnie wydawał się godzinami, choć w rzeczywistości to nigdy nie trwało dłużej niż 15 minut, kiedy było mi już tak bardzo niewygodnie i nudno, wychodziłam z lekko urażoną dumą. I zawsze okazywało się, że nikt nawet nie zauważył, że mnie nie było! Ostentacyjnie milcząc siadałam więc znów w gronie rodzinnym, żeby tym razem każdy zrozumiał, jak bardzo jestem obrażona. Nikt się tym jednak nie przejmował. W końcu okazywało się, że byłam zbyt małym dzieckiem, by być pamiętliwa (nie to, co teraz ;) ) i już za chwilę zapominałam, że jestem obrażona i włączałam się do rozmowy.

Kiedy więc siedzę taka urażona ignorancją całego świata, dociera do mnie, że świata to w ogóle nie obchodzi. Że jeśli się zamknę i postanowię milczeć, to świat mnie przecież nie usłyszy, jeśli postanowię wrócić, to świat tego nie zauważy, a jeśli wstanę i zacznę krzyczeć, to świat się rozejdzie, bo świat nie chce, żeby mu przeszkadzać w zajmowaniu się swoimi sprawami. I to jest właśnie ten moment, w którym dociera do ciebie, że dla nikogo na świecie nie jesteś tak ważna, jak dla samej siebie.

Porównywanie się z innymi jest totalnie bez sensu. Jeśli porównuję siebie do kogoś i myślę sobie „ona jest lepsza”, to chcę automatycznie do niej dorównać, być taka jak ona – pisać, robić i wyglądać tak dobrze, jak ona. Zrozumiałam, że to niemożliwe. Nie mogę być drugą wersją kogoś innego. Jedyne, co mogę zrobić, do czego powinnam, a nawet mam obowiązek dążyć, to

być lepszą wersją siebie.

Powinnam być najlepsza w byciu sobą! Powinnam być w tym doskonała!

Bogu dzięki, że napisałam TEN tekst. Napisałam go dla córki, ale napisałam go przez pryzmat swoich doświadczeń, w jakimś przypływie olśnienia, dla samej siebie go napisałam. Dzięki temu, dziś, w taki dzień, mogę pozbierać drobne kawałeczki siebie, zebrać je do kupy i zacząć robić to, co kocham, najlepiej jak umiem.

Być sobą najlepiej jak umiem. Być w tym najlepsza.

Może ci się też spodobać

  • Anna Jaszek-Wilczyńska

    Jak zawsze świetna robota :) P.S. ja czytam zawsze ;)

  • Alina Alinaa

    Ja rowniez :)