Związki

Spokojnie, to tylko złośliwość (nie mylić z życzliwością)

autor Żona Grudzień 21, 2015 5 komentarzy
154574312_0758974ec9_o
Wiecie, że jedną z cech mojego idealnego faceta było to, żeby mnie potrafił zawsze rozśmieszać. Poczucie humoru zawsze wydawało mi się u partnera bardzo ważne. Ale nie byle jakie, oczywiście. Najlepiej podobne do mojego. Tak więc, życzenia życzeniami, a życie często pisze własne scenariusze, w których powiedzenie: „uważaj, o co prosisz, bo możesz to dostać”, brzmi groźniej niż skrzypnięcie podłogi w pustym domu, ciemną nocą, kiedy jesteś sama, a za oknem szleje burza.

Pod względem poczucia humoru dobraliśmy się z mężem idealnie. Kochamy czarny humor i uwielbiamy sobie dogryzać. Kiedy jeszcze mój mąż był tylko moim dobrym kolegą z roku, nie rozumiałam tego dogryzania. Także dlatego, że często łykam wszystko jak pelikan i jestem w stanie w pierwszej chwili uwierzyć w największą bzdurę. Trzeba człowieka dobrze, a nawet bardzo dobrze znać, żeby zakumać jego poczucie humoru. Sytuacje podobne do tej, początkowo wpędzały mnie w totalną dezorientację:

JA: Mogę pożyczyć od Ciebie ołówek? Wygląda na to, że swój zostawiłam w domu.
Marcin: Jasne. Proszę (podaje mi ołówek)
JA: dzięki! (biorę ołówek)
Marcin: Nie ma za co. Dwa pięćdziesiąt.

Niby domyślam się, że to żart, ale kurczę, może jednak chce te cholerne dwa pięćdziesiąt? I tak za każdym razem.

Potem, jak poznałam go już lepiej, nauczyłam się odpowiednio takie teksty szufladkować. A potem pokazałam mu całą moją wredność. Często mówię, że to mój mąż nauczył mnie wredności i złośliwości, ale to nie jest prawda. Trudno, przyznaję. To było już we mnie, taka nieodparta pokusa, żeby komuś wbić szpilę, takie dziwne, nieco spaczone poczucie humoru. Doceniłam męża i nie pozostawałam mu dłużna. Dlatego na początku naszego związku wiele ludzi próbowało powiedzieć coś takiego w naszym towarzystwie:
– Nie kłóćcie się już.
– Eeee… ale wy się lubicie tak?
– Nie zamierzacie się chyba rozstać?
– Dlaczego tak źle siebie traktujecie?
A my po prostu sobie żartowaliśmy, będąc dla siebie wrednymi.

Kiedy wzięliśmy ślub, zaniepokoiła się rodzina. Może myśleli, że po ślubie staniemy się nagle dla siebie milsi? Rodziny (z jednej i drugiej strony) próbowały podejmować temat, zwracały nam uwagę, że tak nieładnie, tak się nie godzi, że jak się kogoś kocha, to tak się nie mówi. Oni myśleli, że my tak serio!

To nasze wredne poczucie humoru nieco z czasem złagodniało. Część tematów wpadła na listę „zakaz żartowania”. Ale od czasu do czasu trafia się okazja, której mój mąż albo ja nie jesteśmy w stanie przepuścić i całe nasze pokłady złośliwości znajdują swoje ujście, wielkie jak ujście Amazonki. Taką okazją były ostatnio moje 34 urodziny i prezentuję wam dziś poczucie humoru/złośliwość mojego męża w formie kilku urodzinowych dialogów. Kilka z nich publikowałam na fanpejdżu, który możecie zalajkować (zachęcam!)

1.

Rano. Otwieram oczy i się przeciągam.
– No, i jak się czujesz? – pyta mój mąż.
– Dobrze – odpowiadam trochę zdziwiona. Może jakoś źle wyglądam?
– Nie łupie cię w krzyżu? – dopytuje dalej mąż.
– Nie! Dlaczego pytasz?
– No wiesz… W końcu jesteś już stara dupa…

2.

To samo rano. To samo łóżko. Te same urodziny.
Spoglądam w okno, a że leżę nadal w łóżku to widzę jedynie górne kondygnacje bloków i jakąś białą masę wokół.
– O rany! – mówię do męża – Ale mgła!!!
– To nie mgła – spokojnie odpowiada mąż – Wzrok ci się już popsuł na starość.

Fakt. To nie była mgła. Ratuje mnie tylko to, że byłam jeszcze bez okularów.

3.

Krzątamy się po kuchni, szykujemy śniadanie.
– Ależ jestem głodna! – rzucam.
– A mi się wydawało, że ludzie na starość tracą apetyt…

4.

– Mogę cię zacytować na fejsie? – pytam męża.
– A zapamiętasz wszystkie teksty? – pyta z powątpiewaniem mój KOCHANY mąż.
– Jasne!
– Bo wiesz, w tym wieku, to już pamięć zaczyna szwankować…

Za niecały tydzień mój mąż kończy 34 lata i wtedy mu się pięknie zrewanżuję. Nie mogę się już doczekać!

 

Zdjęcie:M&R Glasgow

Może ci się też spodobać

  • Jak mogłaś się nie przyznać??? Owszem, tańce, hulańce i swawole podczas naszego spotkania były jak na rasowej osiemnastce, jednak nie wybaczę sobie, że nie wyściskałam Cię urodzinowo. Za to teraz, spóźnione, lecz z całego serca: WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!!!

    • Jakoś tak w sobotę się nie kryliśmy a widać już przy rozmowie z Tobą nie wspomnieliśmy :) (urodziny były dokładnie w dniu Blogowigilii). A swoją drogą to bardzo miło było Cię w końcu poznać :)

      • Ja też szalenie się cieszę ze spotkania Was obojga.

        P.S. Kiedy ja jechałam na Blogowigilię, Syn buszował pod choinką u jednej z babć. Znalazł tam LEGO, wóz policyjny… z mnóstwem tych małych, okrągłych „światełek”. Gdy wróciłam, od razu przybiegł się pochwalić. Tak więc nie zdążyłam jeszcze zdjąć butów, a już przed oczami stanęła mi Wasza historia ;-)
        Na razie są wszystkie ;-)

        • Agnieszka Krupińska

          w razie czego – sprawdzaj nos! ;)

    • Agnieszka Krupińska

      Dzięki za życzenia! Szczerze mówiąc, to spotkani ludzie wciąż mi przypominali o urodzinach – ja zapomniałam ;) Tego dnia ważniejsza była BLOGOWIGILIA ;)