ParentingTrochę żartem

„Proszę się tak nie angażować!” – apel wychowawczyni naszej córki do rodziców

autor Żona Kwiecień 11, 2016 2 komentarze
6085668928_41e7819113_o
Kiedy nasza córka we wrześniu rozpoczynała edukację szkolną, trochę byliśmy tym faktem zatroskani. Oto znaleźliśmy się w gronie tych rodziców, którzy nie mieli wyboru, musieli skrócić swemu dziecku dzieciństwo i wtłoczyć je w bezduszny szkolny kierat. Żartuję, wcale nie mieliśmy poczucia, że coś naszej córce zabieramy. Jako świeża sześciolatka była bardzo bystra, otwarta i ciekawa świata, byliśmy więc przekonani, że świetnie sobie w szkole poradzi. Obawialiśmy się tylko jednego, że trafi na wychowawczynię, która to wszystko zepsuje i zohydzi naszej córce szkołę. Tak się na szczęście nie stało.

Wychowawczyni naszej córki niemal od pierwszych dni pokazywała nam swoją kompetencję, dbając nie tylko o to, żeby dzieci zaliczały kolejne punkty podstawy programowej, ale także zwracając uwagę na ich rozwój emocjonalny i społeczny. Tak w zasadzie, to, co córka przynosiła ze szkoły – w swoich opowieściach i zeszytach ćwiczeń – wyglądało bardziej jak zerówka, niż jak pierwsza klasa, jaką my sami pamiętamy. Przez pierwszy miesiąc zastanawiałam się, po co w ogóle kupiliśmy córce tornister, przecież nie nosi w nim żadnych książek ani zeszytów. Tylko swój piórnik i śniadaniówkę. Pierwszą pracę domową nasza córka przyniosła tak mniej więcej właśnie po miesiącu. Nie mogliśmy się już tego doczekać! I ku naszemu rozczarowaniu nie była to strona szlaczków, ani działania arytmetyczne na liczbach do 10. W większości to były takie zadania, jakie można spotkać w typowych książeczkach dla przedszkolaków. Myśleliśmy, że takie są nowe wytyczne, w końcu szkoła miała być gotowa na sześciolatki.

Pakistańska dziewczynka w szkole

Pakistańska dziewczynka w szkole

Nasze początkowe wątpliwości ostatecznie więc się rozwiały, odsłaniając nam widoki wspaniałej kariery naszego dziecka w szkole, aż pewnego dnia spotkaliśmy się ze znajomymi, którzy mają córkę w tym samym wieku co nasza, a która chodzi do szkoły w innej części miasta. Okazało się, że ten nasz nowy szkolny standard wcale takim standardem nie jest, że ich córka od niemal pierwszych dni szkoły siedzi po kilka godzin nad lekcjami pisząc szlaczki, a w ciągu niecałych dwóch miesięcy miała już 3 sprawdziany, których ocena nawet w najmniejszym stopniu nie wychodziła poza schemat. Co gorsza, im więcej znajomych rodziców spotykaliśmy, tym więcej słyszeliśmy podobnych, krew w żyłach mrożących historii. Uświadomiło to nam, że to, na jaką wychowawczynię się trafi, ma kolosalne znaczenie, a my naszą powinniśmy po stopach całować. Nasza córka wciąż szła do szkoły szczęśliwa, a wychodziła z niej smutna, że musi już iść do domu. Nadal prac domowych było mało i wciąż jeszcze czekaliśmy, aż wreszcie córka przyniesie zeszyt do szlaczków. Jednocześnie kontakt wychowawczyni z nami, rodzicami był serdeczny i częsty, wszystkie problemy były rozwiązywane od razu i z wielkim wyczuciem. Słowem, współpraca układała się znakomicie i uwierzyliśmy, że trafiliśmy na wychowawczynię idealną.

Szkolna klasa w Etiopii

Szkolna klasa w Etiopii

Aż pewnego dnia, dwa czy trzy miesiące od rozpoczęcia szkoły, Klara wróciła po krótkiej nieobecności i zasiadła do odrabiania pracy domowej. Zadanie polegało na zilustrowaniu wyrazów zaczynających się na głoskę, na którą skończył się ostatni. Kiedy córka skończyła rysować rzecz zakończoną na literę ‚a’, wymyśliła kolejną, która na ‚a’ się zaczyna: arbuz. I co zrobiła moja kochana córka przy następnym wyrazie? Zaczęła rysować sukienkę!

– Źle robisz, dziecko! – wykrzyknęłam zatroskana jak modelowy rodzic helikopter. – Przecież arbuz kończy się na ‚z’, nie na ‚s’! Powinnaś narysować coś, co się zaczyna na literkę ‚z’ – błysnęłam inteligencją przed latoroślą.

– Ale mamo – zaprotestowała córka – nasza pani wyraźnie dzieciom tłumaczyła, że po ‚arbuz’ powinno być słowo na ‚s’. Inne dzieci miały narysowane rzeczy na literę ‚z’ i pani mówiła, że to jest źle, że powinno być na ‚s’.

Zaniepokoiłam się. Czyżby nasza idealna wychowawczyni nie była tak idealna?

– Chyba się mylisz, kochanie – przekonywałam. – Jestem pewna, że wasza pani nie mogła nic takiego powiedzieć. Na pewno coś źle usłyszałaś. Arbuz kończy się na ‚z’, nie na ‚s’. Popatrz w mój komputer, to sama zobaczysz.

Po kolejnych 3 minutach tłumaczeń (z mojej strony) i wybuchów płaczu (ze strony córki), sukienka została przerobiona na zamek. Ćwiczenia córka zamknęła i schowała do tornistra.

Dzieci w szkole

Dzieci tzw. zachodniej cywilizacji w szkole ;)

Wielce z siebie byłam zadowolona, że tak ładnie pouczyłam córkę i już na pewno zawsze będzie pamiętać, że arbuz kończy się na ‚z’ a nie na ‚s’, aż tu późnym wieczorem przyszedł mail od pani wychowawczyni, który brzmiał mniej więcej tak:

„Drodzy rodzice,
być może jesteście nieco zdziwieni, że odesłałam prace domowe dzieci do poprawienia. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że zostały dobrze zrobione, ale to nieprawda. W zadaniu chodziło bowiem o to, by łączyć głoski, nie litery, a więc, jeśli słowo kończy się na ‚cz’ to następne powinno zaczynać się na ‚cz’ a nie na ‚z’. Tak samo jak w wyrazie arbuz – my WIEMY, że na końcu jest ‚z’, ale dzieci nie potrafiąc jeszcze pisać, słyszą ‚s’ i następny wyraz powinien zaczynać się od tej właśnie litery. Proszę na przyszłość mniej angażować się w pomoc dzieciom przy odrabianiu pracy domowej.”

Po przeczytaniu tego maila, w kompletnym zdumieniu pobiegłam po tornister córki, wyjęłam z niego ćwiczenia, odnalazłam właściwą stronę, czytam polecenie, a tam WOŁAMI napisane jest „głoski”. I zrobiło mi się bardzo głupio, wręcz łyso, bo ile to razy ja sama narzekałam, oburzałam się, że ci ludzie, te tumany, to kompletnie nie potrafią czytać ze zrozumieniem! Ale jeszcze bardziej głupio było mi, że nie chciałam usłyszeć, co moja córka do mnie mówi i upierałam się przy swoim, podczas gdy to ona miała od samego początku rację.

Od tej pory staram się uważniej słuchać tego, co mówi moja córka i bardziej jej ufam w temacie odrabiania lekcji. Jasne, czasami uda jej się coś pokręcić, o czymś zapomnieć, ale jednak ogólnie jestem naprawdę zadziwiona, jak wiele potrafi zapamiętać z lekcji. To także jest zasługą jej wychowawczyni, którą nadal -mimo tej reprymendy ;) – uważamy za idealną.

A dla was mam jedną naukę: pamiętajcie, że głoska i litera to nie to samo ;)

Chińska klasa

Chińska klasa – ciekawe jak z literami i głoskami radzą sobie chińskie dzieci ;)

Zdjęcie tytułowe: Phil Roeder, pozostałe: 1,2,3,4

Może ci się też spodobać

  • Fistan

    Co racja to racja! Rodzice dajcie dzieciom odrabiać prace domowe, nie wyręczajcie ich!!!! No i Oczywista Oczywistość wychowawczyni w 1 – 3 rzecz najważniejsza. Wiem coś o tym bo przejmuję dzieci po różnych nauczycielkach. :)

    • Agnieszka Krupińska

      Życzyłabym wszystkim dzieciom i rodzicom takiej wychowawczyni jak nasza. To powinien być standard w każdej szkole ;)