Bardzo serio

Nieważne czy mieszkasz w mieście czy na wsi

autor Żona Sierpień 24, 2015 0 komentarzy
20150805_154320000_iOS
Tak się złożyło, że pierwszy tydzień naszych wakacji spędziliśmy na wsi. Na takiej prawdziwej wsi, gdzie są kury, krowy, konie i gdzie całą noc pracują kombajny. Byliśmy na wakacjach w zachodniopomorskim, na tyle blisko morza, żeby móc szybko wyskoczyć na plażę i na tyle daleko, żeby się nie zmęczyć turystyczną pełnią sezonu.

Mieszkaliśmy u siostry Marcina, w starym domu z pruskiego muru, z ekologicznym widokiem na wiatraki, pasące się konie i morze zieleni. Kocham tu przyjeżdżać. Uwielbiam to, że przez jakie okno bym nie wyjrzała, widzę zieleń. Uwielbiam ciszę pełną odgłosów wsi: pracujących kombajnów, rżenia koni, muczenia krów, bzyczenia os w sadzie. Tu z niesamowitą łatwością przychodzi mi ignorowanie sondaży, olewanie kursu franka, nieinteresowanie się bieżącą sytuacją polityczną, nie przejmuję się, że od kilku dni nie wrzuciłam nic na facebooka, bo nawet tam nie zajrzałam. Obchodzi mnie tylko prognoza pogody na następny dzień i w jaki sposób spędzę ten dzień z rodziną. Tu naprawdę wypoczywam.

Ale nie mogłabym tu mieszkać.

Plusy dodatnie i plusy ujemne

Od czasu do czasu poruszamy z Marcinem temat przeprowadzki. A może by tak do innego miasta, a może dom pod Warszawą? Czasem mam tego miasta serdecznie dość, męczy mnie i dusi. A jednak nadal dostrzegam więcej plusów z mieszkania w dużym mieście, niż minusów.

DSC05842

Pewnego wieczoru odbyłam na ten temat bardzo długą dyskusję z siostrą Marcina. Ona przeprowadziła się tu razem z mężem i dziećmi z Warszawy. Mówi, że zawsze marzyła o domu na wsi, więc pewnego dnia zrobili rekonesans i kupili siedlisko blisko morza, które kochają. Niestety, setki kilometrów od reszty rodziny. Widzimy się raz, czasem dwa do roku i czasem ta odległość jest mocno uciążliwa, ale ona mówi, że jest tu bardzo szczęśliwa i że ten dom to spełnienie jej marzeń. Ja, mimo że przebywanie tu bardzo mnie odpręża, wciąż wolę wielkie miasto z jego wszystkimi możliwościami i ograniczeniami. Długo nie mogłyśmy więc dojść do konsensusu.

Wieś kontra miasto

Ona mówiła, że nie wyobraża sobie mieszkania w mieście, powrotu do hałasu i tłumów. Tu na wsi ma spokój, ciszę, warzywa z własnego ogródka i owoce z sadu. I dla dzieci to zdecydowanie lepiej, kiedy mają całkiem spory kawał trawnika do biegania.

Ja mówiłam, że małe miejscowości mnie męczą, duszę się w nich i brak mi możliwości spędzania czasu, do których duże miasto mnie przyzwyczaiło. I że tego ogródka to jej cholernie zazdroszczę.

Ona opowiadała, że tu, na wsi, wszyscy się znają. W takich małych społecznościach ludzie sobie pomagają, bo nie wiadomo, czy jutro sami nie będą potrzebowali pomocy. Że w sklepie w każdy poniedziałek czeka specjalnie dla niej zamawiany nowy numer Newsweeka, a jeśli potrzebuje coś wysłać to nigdy nie chodzi na pocztę, po prostu dzwoni do znajomego, który jest tu listonoszem i prosi, żeby wpadł.

Ja mieszkam w bloku i w całej klatce znam jednych sąsiadów tak, że zawsze rozmawiamy, kiedy się spotkamy. Innym mówię po prostu „Dzień dobry”, ale nie każdy odpowiada. Ale mam tu wielu dobrych znajomych i przyjaciół. Nigdy w życiu nie prowadziłam tak bogatego życia towarzyskiego, a uwierzcie – to obecne nie jest oszałamiające ;) Nie wyobrażam sobie, żebym miała ich tu zostawić i wyjechać.

20150806_211902000_iOS

Ona mówi, że zawsze marzyła o takim domu. Że nie potrzebuje więcej do szczęścia. Ma ogródek, w którym eksperymentuje z kukurydzą, sad pełen owoców. Że jeśli chce, w 20 minut jest na plaży, albo za 10 minut w lesie może zbierać grzyby. Że kocha spędzać wieczory przy ognisku pod wiatą i że to ją prawdziwie relaksuje.

Ja mówiłam, że tęskniłabym przede wszystkim za kinem i za restauracjami, galerie handlowe mnie ostatnio tylko męczą, a zresztą i tak nie mam tam co robić. W dużym mieście mam mnóstwo możliwości, koncerty, przedstawienia, zabytki, muzea. Nie mówiąc o szkołach i zajęciach dla dzieci. O, no właśnie, szkoła. Póki dzieci będą chodziły do szkoły w miejscowości, w której mieszkam, wszystko jest ok. Ale co po podstawówce? Do gimnazjum dojadą jeszcze gimbusem, a do liceum? 30 km do większego miasta codziennie? PKS-em? Poza tym, ja mieszkałam pod dużym miastem chodząc do liceum a potem na studia i to było straszne. Do mojej miejscowości dojeżdżały autobusy miejskie, ale co z tego skoro jeździły co godzinę, a ostatni odjeżdżał o 22.20 – z każdej imprezy wychodziłam dokładnie wtedy, kiedy zaczynała się rozkręcać. Bywało też, że spóźniałam się na autobus wracając ze szkoły i potem czekałam na mrozie godzinę na następny. Wkurzało mnie to strasznie. Tak, wiem, problemy trzeciego świata, ale spróbujcie wejść w skórę nastolatki. To jest problem!

Ona odpowiada, że niedaleko ma Koszalin, że może nie jest to centrum wszechświata, ale do kina jedzie tyle czasu co ja do centrum handlowego. Tylko teatrów jej brakuje. Dzieci do szkoły wozić może, samochód ma i chęci też.

20150808_144247090_iOS

I mamy pat

Mniej więcej w tym momencie obie doszłyśmy do wniosku, że się nie przekonamy, bo po prostu dla każdej z nas co innego w życiu jest ważne. I nie jest tak, że moje jest ważniejsze niż jej, albo odwrotnie. Po prostu prowadzimy inny styl życia, mamy inne oczekiwania, inne ulubione sposoby spędzania wolnego czasu. Ani moje, ani jej nie są lepsze czy gorsze – mi po prostu lepiej jest w Warszawie, jej na wsi. Najważniejsze to żyć w zgodzie ze sobą, po swojemu, tak jak się chce i tam gdzie się chce. I nie oceniać wyborów innych, bo to nie nasze życie i nie nasz wybór.

I pomyślałam sobie: jaki świat byłby piękniejszy, gdyby więcej osób myślało w ten sposób. Gdybyśmy wszyscy szanowali wzajemnie swoje wybory i akceptowali to, że każdy ma prawo żyć po swojemu. Bez oceniania, bez próby narzucania innym swojego jedynie słusznego zdania. Prawda, że wszystkim nam żyłoby się lepiej? Prawda, siostro /mamo /teściowo /babciu /koleżanko /pani spotkana na spacerze? PRAWDA???

p.s. A wy gdzie wolelibyście mieszkać: na wsi czy w mieście? Bardzom ciekawa ;)

Może ci się też spodobać