Parenting

Nie masz dzieci – nie zrozumiesz

autor Żona Styczeń 9, 2015 2 Komentarzy
IMG_0817
Zanim się ożeniłem, miałem przygotowanych sześć różnych teorii na temat wychowywania dzieci. Teraz mam sześcioro dzieci i żadnej teorii.

Ostatnio odkrywam uroki dyskutowania o dzieciach z ludźmi, którzy ich nie mają. Spróbujcie sami – jest to świetne ćwiczenie uczące cierpliwości oraz spokojnego i jasnego formułowania komunikatu. Który prawdopodobnie i tak nie zostanie zrozumiany, albo zostanie zrozumiany źle. Ale poćwiczyć zawsze warto – przyda się potem przy rozmowach z nastoletnimi pociechami ;)

Szczęśliwie, większość naszych znajomych to rodzice, a spora część niedzieciatych, nawet jeśli nie w pełni rozumie nasze motywy, to przynajmniej je akceptuje. Z całą resztą staramy się mieć jak najluźniejsze stosunki i raczej okazjonalne. Skąd taki dobór towarzystwa? Czy po urodzeniu dzieci zrobiliśmy jakąś selekcję wśród znajomych, czy też to nasi bezdzietni znajomi uznali, że nagle nam odbiło i nie mają już z nami o czym rozmawiać? Trochę jedno i trochę drugie.

Zanim miałam własne dzieci, byłam specjalistką od ich wychowania. Wiedziałam doskonale, jakie błędy popełniają rodzice znanych mi dzieci, wiedziałam też z całym przekonaniem, że ja – kiedy już matką zostanę – nigdy, ale to przenigdy nie będę takich błędów popełniać. Wiedziałam dokładnie, co trzeba zrobić, żeby mieć dobrze ułożone i grzeczne dziecko. A potem urodziłam własne i wszystkie moje teorie poszły w diabły. Znacie to? Założę się, że tak.

Często można usłyszeć, że jak się pojawi dziecko, to wszystko się zmieni. I wiele ludzi zapiera się, że nie, skąd, a co ma się zmienić, wszystko zostanie po staremu. Znam ludzi, którzy bardzo dokładnie przygotowują się na przyjście dziecka, dokształcają się, dopytują. Żeby nic ich nie zaskoczyło. Jednak jestem zdania, że jakkolwiek byśmy się nie starali, nigdy nie będziemy przygotowani całkiem na to, co nas spotyka, kiedy w naszym życiu pojawia się dziecko. Przede wszystkim zaś zmienia się to, że to już nie jest tylko nasze wyobrażenie, ale konkret – nowa, żywa osoba, z całym osobistym zestawem upodobań i cech charakteru. Dodatkowo – osoba, która wywołuje w nas uczucia i emocje, jakich nigdy nie czuliśmy do nikogo innego. Tak więc, bogatsi o nowe doświadczenie intuicyjnie otaczamy się ludźmi, z którymi to doświadczenie dzielimy. Zaczynamy chętniej spotykać się z innymi rodzicami, bo WIEMY, że oni rozumieją, że byli tam, gdzie my, że wiedzą to, co my.

Stopniowo skraca się lista znajomych, którzy uważają, że co to za problem spotkać się w piątek o 20.00 na piwie, przecież możemy wziąć opiekunkę do dzieci. Nie chcą zrozumieć, że wtedy sama opiekunka kosztuje nas więcej niż wypite piwo, a już na pewno nie jesteśmy w stanie zaplanować takiego wypadu z dnia na dzień. Ograniczam do minimum kontakty z ludźmi, którzy na moje argumenty odpowiadają, że jak oni byli mali, to tak robili i nic się nikomu nie stało (np. dostawali lanie pasem i jakoś wyszli na ludzi). Unikamy spotkań ze znajomymi, którzy proponują nam je w porach i miejscach nieodpowiednich dla dzieci i dziwią się, że robimy „problem”. Nie chce mi się już tłumaczyć i wyjaśniać, ile są warte ich teorie na temat wychowywania dzieci, których nie mają.

Dlatego, jeśli nie masz dziecka, posłuchaj. Nie staraj się zrozumieć – zaakceptuj. Nie udzielaj rad, nie wciskaj mi swoich teorii wychowawczych. Przyjmij do wiadomości to, że ja byłam tam, gdzie ty teraz jesteś, myślałam tak samo. A teraz mam jedno doświadczenie więcej od ciebie. W tym konkretnym przypadku – NAPRAWDĘ WIEM LEPIEJ.

 

Może ci się też spodobać

  • Agata Szybowska

    Czasem i dzieciaty dzieciatego nie zrozumie, bo co dziecko to charakter.
    Sama się na tym łapie. Jak coś nam idzie łatwo, to jest taki odruch oceniania tych, którzy maja z tym problem.
    „Ojej, a dlaczego ich córka jeszcze nie śpi przez noc? Na pewno coś robia źle, nasza śpi już od dawna”

    A potem nasza wystawia nam taki numer, jakiego żadne inne dziecko nie robi, i człowiek się zastanawia co spartolił :)

    A to, jak napisałaś, osobne istoty, z własnymi cechami charakteru, z włsnym smakiem, własnymi preferencjami, własnym rytmem. Dzieci, jak dorośli, sa różne, i nie nie ma jednego złotego środka, który będzie działał we wszystkich rodzinach.

    Zmotywowana problemami w przedszkolu zakupiłm na Kindle’a ksiażkę „Raising your Spirited Child” i bardzo mi się podoba. Spirited to takie ładne określenie na „trudne”. I chociaż wedle tej ankiety nasza starsza spirited nie jest, jedynie na krawędzi, to dużo rad tam zawartych powinno się stosować do wszystkich dzieci. To, że niektóre dzieci się daja łatwo spacyfikować, nie znaczy, że powinniśmy je pacyfikować. Ksiażka generalnie namawia do wsłuchania się w dzieci, zrozumienia ich motywacji w sytuacjach, planowania z uwzględnieniem ich charakteru itp. Bardzo fajna, polecam :)

    • Sama grupa rodziców jest bardzo niejednorodna. I często rodzice wobec siebie zachowują się tak, jakby wychowanie dziecka to był jakiś konkurs: „W tym jesteśmy lepsi od Iksińskich” i budują swoje zadowolenie w ten sposób.