Parenting

Nie chcę, żeby moje dziecko było geniuszem!

autor Żona Listopad 29, 2014 4 komentarze
https://www.flickr.com/photos/morgantj/2639796340
Tak, tak. Dobrze czytasz. Nie chcę. Geniusza nie chcę. Wybijającej się ponad przeciętność jednostki nie chcę. Osobnika, który w wieku 5 lat będzie liczył całki i cały internet miał w paluszku. Nie chcę. Zresztą, okazuje się, że nawet jakbym chciała, to już za późno. Zaprzepaściłam cenny czas na wykorzystanie niezwykłej mocy przerobowej mózgu mojego dziecka, o którą to moc powinnam zadbać jeszcze zanim się w ogóle urodziło. Nie ubolewam nad moją ignorancją. Trudno, mleko się rozlało.

Moje dziecko nie będzie geniuszem, bo:

  • Będąc w ciąży nie słuchałam Mozarta, żeby lepiej mu się rozwinął mózg, nie grałam mu też na gitarze (tak, tak, potrafię), skrzypcach, fortepianie, klarnecie i ukulele (nie potrafię);
  • Nie chodzi na dodatkowy angielski, malarstwo, garncarstwo i do szkoły muzycznej;
  • Nie czytam z nim encyklopedii do snu (no, dobra, czasem czytam ;) ) ani nie zapisałam do Akademii Maluchów i na Uniwersytet dla Dzieci;
  • Kiedy było malutkie nie dbałam zbytnio o dostarczanie mu odpowiednich bodźców w odpowiednio dużej ilości, a zamiast kupować drogie kreatywne zabawki, dawałam mu bawić się plastikową butelką i drewnianymi klockami;
  • Będąc w ciąży nie pochłaniałam odpowiedniej dawki kwasów DHA, nie chodziłam na jogę i jadłam w fast foodach;
  • Nie zaczęłam nauki czytania metodą Domana w wieku 6 miesięcy*;
  • Zabiłam w nim kreatywność kupując różowe klocki;
  • I tak dalej, i tak dalej.

*) zaczęłam w wieku 3 lat, ale zabrakło mi systematyczności i w końcu Klara nauczyła się czytać starym systemowym sposobem ;)

Pęd od urodzenia

Przeraża mnie ten pęd nowoczesnych rodziców, żeby zacząć dziecko edukować, rozwijać jego inteligencję i mądrość już od niemowlęctwa. Wyścig szczurów, w który wrzucamy nasze dzieci zanim jeszcze się urodzą. Bo mama Jasia słuchała Mozarta jak był jeszcze w jej brzuszku, a mama Matyldy nie. Bo mama Ali łykała w ciąży tabletki zawierające jakieś tam kwasy, a mama Tomka nie.

Dziecko z promocji

Nasze dzieci mają dziś możliwości, o jakich nam się nie śniło. A jak są możliwości na wyciągnięcie ręki, to przecież to jest jak promocja – nie można nie skorzystać! Więc zamiast dać dziecku być dzieckiem, pozwolić mu spędzać czas tak, jak chce robiąc to, co go interesuje, staramy się dostarczać mu jak najwięcej bodźców, jak najwięcej wiedzy, jak najwięcej technicznych umiejętności, bo przecież im wcześniej zacznie tym lepszy będzie miało start w swoją świetlaną przyszłość geniusza. Tylko niech mi ktoś powie – po co mojemu dziecku ten geniusz? Czy ta genialność uczyni go szczęśliwym? Mądrym? Dobrym?

Z deszczu pod rynnę

Jest coś tak sprzecznego w dzisiejszych nowoczesnych rodzicach, że dziwię się, że tego nie widzą. Boją się posłać dziecko do szkoły, bo tam traci swoje dzieciństwo, a zapisują go na milion dodatkowych zajęć, zapełniając mu tak skutecznie grafik, że nie ma już czasu na nudę (która najbardziej sprzyja kreatywności!). Za wszelką cenę chcąc uniknąć zabijania kreatywności w swoim dziecku unikają jak ognia systemu edukacji. Tymczasem sami nieświadomie zabijają kreatywność w swoich dzieciach, zapisując je na mądre i „kreatywne” zajęcia, na których dowiadują się, że deszcz jest zjawiskiem pogodowym, występującym kiedy wielkie zbiorowisko pary wodnej zwane chmurą zetknie się z zimnym powietrzem, w wyniku którego para wodna się skrapla i z powodu siły grawitacji spada na ziemię w postaci deszczu.

Pamiętam, jak prawie trzy letnia Klara zapytała mnie, skąd się bierze deszcz. Nie zrobiłam jej wykładu meteorologicznego, tylko spytałam:
– A ty jak myślisz? Skąd się bierze deszcz?
– Hmmm – zamyśliła się Klara – Myślę, że chmura się po prostu poci i wtedy leci deszcz.

Nawet gdybym tydzień myślała, to takiej odpowiedzi bym nie wymyśliła…

Nie chcę być trenerem swojego dziecka. Nie chcę pilnować, żeby dziś dostało odpowiednią porcję witamin, odpowiednią ilość nauki poprzez zabawę, czy aby się nie nudzi, bo powinno się właśnie kreatywnie bawić. Moje dzieci na pewno nie wygrają w wyścigu szczurów. Jeśli mi się powiedzie, to wychowam ich na frajerów i looserów. Ot, zwyczajnie fajnych ludzi ;)

Zdjęcie: Flickr.com

Może ci się też spodobać

  • Alicja Maz

    Hahaha popieram. Ja uważam, że nuda też nieźle rozwija kreatywność :)) z takich „lepsiejszych” rozrywek to chodzimy do Teatru Małego Widza w Warszawie – tam jest naprawdę super atmosfera. Edukacji nie unikamy, a Twoja definicja „frajera” jest całkiem sympatyczna. Oby na świecie było więcej takich „frajerów i looserów” :)

    • Dzięki! :) A do tego teatru to od jakiego wieku dzieci mogą przychodzić? Klara ma spektakle przedszkolu, mniej więcej raz w miesiącu, a Filip to chyba jeszcze za mały…

      • Alicja Maz

        W tym teatrze są spektakle dla dzieci od 1 roku życia – to jest bardziej gra kolorem, gestem niż jakaś sztywna fabuła jak to bywa w „dorosłych” teatrach :) Tutaj aktorzy się starają zainteresować maluchy tym co się dzieje na scenie (a po spektaklu jest zawsze wspólna zabawa na scenie :))

        • No, to muszę obczaić ;) Dzięki za namiar :)