ParentingPo godzinach

Najważniejsze w dorastaniu to nie zapomnieć, że było się dzieckiem – czyli czego Mały Książę uczy mnie po 20 latach

autor Żona Sierpień 20, 2015 2 Komentarzy
LEPETITPRINCE_OSBORNE_PHOTO6

Pamiętam, że będąc dzieckiem uwielbiałam kanapki z masłem. Świeża bułka i śmietankowe masło – do tej pory uważam, że to połączenie smaków jest idealne. To taki mój „smak dzieciństwa”. Tylko teraz będąc już dorosłą, rzadko pozwalam sobie na taką fanaberię i zazwyczaj na to masło ląduje coś jeszcze. Jestem rozsądnym dorosłym i wiem, że samo masło nie jest zbyt pożywne.

Pamiętam też, że latem całymi dniami przesiadywałam w starym fotelu na strychu i czytałam albo pisałam. Wymykałam się na dół do kuchni, żeby zrobić sobie kilka kanapek z pomidorem i modliłam się, żeby nikt mnie nie zobaczył i nie przeszkodził w tym „nicnierobieniu” i nie kazał zająć się czymś pożytecznym. Do tej pory kromka chleba z masłem i pomidorem przywołuje zapach nagrzanego powietrza, kurzu i tuszu z długopisu i wywołuje przyśpieszone bicie serca, że zaraz ktoś odkryje, gdzie jestem i skończy się czytanie, pisanie, marzenie – słodkie leniuchowanie.

Wszyscy dorośli byli kiedyś dziećmi, ale niewielu z nich pamięta o tym.

Każdy z nas ma takie smaki, zapachy, dźwięki, obrazy, miejsca i przedmioty, które przywołują wspomnienia z dzieciństwa. Klik! i w naszym umyśle otwierają się drzwi z napisem: Dziecko. I przez krótką chwilę znów pamiętamy, jak to było mieć 6, 8, 10 lat. Ale zaraz potem zapominamy. Znów musimy być poważnymi i odpowiedzialnymi dorosłymi.

Kiedy przeczytałam „Małego Księcia” te 20 lat temu, obiecałam sobie, że ja będę pamiętać. Że moje dziecko we mnie nie umrze, że zachowam spontaniczność i tę czystą dziecięcą radość z pozoru błahych drobiazgów. Potem, tuż zanim zostałam mamą obiecywałam sobie, że nie będę poganiać, że dam dzieciom tyle czasu na poznawanie świata, ile będą potrzebować, że pozwolę im podnieść każdy kamyczek, gałązkę, szkiełko i będę z tą samą ciekawością się im przyglądać. Tak miało być, a jak jest? Na pewno nie tak, jakbym sobie życzyła. Bo – ciężko przychodzi mi to przyznać – czasami zapominam.

Dorośli nigdy nie potrafią sami zrozumieć. A dzieci bardzo męczy konieczność stałego objaśniania.

I tak na przykład zapomniałam, jak fajną książką jest „Mały Książę” i że jest najlepszym sposobem, żeby sobie przypomnieć, że kiedyś było się dzieckiem. Więc kiedy usłyszałam, że będzie film o takim samym tytule jak książka, to z początku wcale nie chciałam go obejrzeć. Myślałam: odgrzewane kotlety, kolejna animacja na podstawie książki, to nie może być dobre. I wtedy wydarzyły się dwie rzeczy: obejrzałam zwiastun i okazało się, że to nie adaptacja książki 1:1, ale że historia Małego Księcia to część większej historii; i dowiedziałam się, że muzykę do tego filmu współtworzył Hans Zimmer – mój ulubiony kompozytor muzyki filmowej. Ej, to może być dobre!

Dorośli są zakochani w cyfrach. Jeżeli opowiadacie im o nowym przyjacielu, nigdy nie spytają o rzeczy najważniejsze. Nigdy nie usłyszycie:, „Jaki jest dźwięk jego głosu? W co lubi się bawić? Czy zbiera motyle?”
Oni spytają was: „Ile ma lat? Ilu ma braci? Ile waży? Ile zarabia jego ojciec?” Wówczas dopiero sądzą, że coś wiedzą o waszym przyjacielu.

Co do samego filmu – napiszę jednym słowem: OBEJRZYJCIE! Fabuła – dla kogoś, kto czytał książkę – w większości znana, koniec przewidywalny, ale czy może być inny?! Za to bardzo pomysłowe jest to wszystko pomiędzy i bardzo, bardzo pouczające. I piękne. Szczególnie animacja tej części z historią Małego Księcia – cudna. I muzyka piękna – ale to Hans – więc wiadomo ;).

Wracając z Klarą z kina, całą drogę rozmawiałyśmy o tym filmie. Byłam zadziwiona jak wiele szczegółów zapamiętała i że zrozumiała sens końcowej części filmu (nie będę spoilerować). Rozmawiałyśmy o tym, czy to dobrze, żeby nie zapomnieć, że było się dzieckiem i co to w ogóle znaczy „być dzieckiem”.

Jedynie dzieci wiedzą, czego szukają. Poświęcają czas lalce z szyfonu, która nabiera dla nich wielkiego znaczenia, i płaczą, gdy się im ją odbierze.

Na koniec zadałam jej to najważniejsze pytanie: czy uważa, że ja i jej tata zapomnieliśmy już, że kiedyś byliśmy dziećmi? Wstrzymałam oddech i cała się spięłam w oczekiwaniu na odpowiedź. „Nie, wy nie zapomnieliście” – odpowiedziała Klara. Powietrze opuściło z ulgą moje płuca. Właśnie zdałam jeden z najtrudniejszych egzaminów w moim życiu. I powinnam go zdawać codziennie.

p.s. Z mojego doświadczenia wynika, że ludzie dzielą się na tych, którzy uważają, że Mały Książę to najwspanialsza książka jaką kiedykolwiek czytali oraz na tych, którzy jej nienawidzą. Do której grupy wy należycie? ;)

Zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony filmu. Cytaty pochodzą z książki „Mały Książę”.

Może ci się też spodobać

  • Sprawdzę czy jeszcze u nas wyświetlają i spytam Zołzinę czy mnie zabierze do kina.