ParentingZwiązki

Najcięższe szkolenie na świecie

autor Żona Luty 26, 2015 5 Komentarzy
https://www.flickr.com/photos/usnavy/5601470104
Ponoć za takie uchodzi wielotygodniowe szkolenie specjalnych jednostek Navy Seals amerykańskiej marynarki wojennej.

Tylko dla najtwardszych

Przez ten czas kandydaci do tej jednostki są poddawani wyczerpującym ćwiczeniom fizycznym, poddawani przeróżnym testom wytrzymałościowym i sprawnościowym, w końcu muszą przeżyć tzw. piekielny tydzień – czyli 5,5 dnia wypełnionego ciężkimi ćwiczeniami fizycznymi, biegami i pływaniem, z niewielkim dodatkiem snu. Wszystko to po to, żeby wyłonić kandydatów najbardziej wytrzymałych, zdolnych przetrwać w najbardziej wrogich warunkach, doskonale współdziałających w zespole i przede wszystkim skupionych na realizacji celu.

Rodzina to poligon

Bycie rodzicem jest równie ciężkie, nieprawdaż? Od pierwszych chwil jesteśmy poddawani morderczemu treningowi. Musimy być gotowi na wielogodzinne noszenie dziecka na ręku – bez możliwości odpoczynku, zaspokojenia głodu i pragnienia a nawet załatwienia potrzeb fizjologicznych. Musimy pokazać wytrzymałość psychiczną i niezwykłą odporność na płacz dziecka oraz nakładający się na to brak snu (jeśli dziecko ma kolki lub ząbkuje). Musimy wykazać się determinacją i motywacją, kiedy kolejny raz w ciągu nocy trzeba zmienić dziecku całe ubranie, bo pielucha okazała się niezbyt chłonna (trudno oprzeć się pokusie udawania, że tej plamy wcale tam nie ma). W końcu, musimy odznaczać się anielską cierpliwością i spokojem, kiedy próbujemy zrobić cokolwiek, a dziecko uparcie żąda naszej uwagi lub zwyczajnie przeszkadza.

Zakaz narzekania

W treningu Navy Seals kładzie się ogromny nacisk na pracę zespołową i w związku z tym także na morale. Jest niedopuszczalne marudzenie i narzekanie. W końcu, wszyscy jadą na tym samym wózku, wszyscy mają tak samo źle i narzekanie niczego nie poprawi, a wręcz zepsuje. Marudzenie wpływa demotywująco na całą grupę i nie pozwala skupić się na zadaniu.

Czego rodzic może nauczyć się od Navy Seals?

My, rodzice wiele moglibyśmy się nauczyć od komandosów Navy Seals. Nie tylko tego jak wytrzymać kilkanaście godzin w wodzie i spać kilka godzin przez 5 dni. Jako matka i ojciec tworzymy zespół i mamy przed sobą konkretne zadanie – wychowanie dziecka. Powinniśmy się w tym nawzajem wspierać, pamiętając że to nasza wspólna sprawa, wspólny cel: nasze dziecko.

Tracę cierpliwość, kiedy tracisz cierpliwość!

Wiele razy zauważaliśmy z Marcinem, że kiedy jedno z nas chodzi poirytowane i na wszystkich pofukuje, za chwilę drugie robi to samo. Kiedy jedno z nas traci cierpliwość natychmiast psuje tym humor i nastawienie drugiego. Za każdym razem, gdy któreś z nas narzeka i marudzi, rozwala naszą pracę zespołową pt. wychowanie dziecka. Tak jak w Navy Seals – narzekanie tylko pogarsza atmosferę między nami, psuje nam humory i każe się zastanawiać „po co nam to było”. W rezultacie każdy krzyczy na każdego, dzieci robią się płaczliwe i jęczące, wszystkim brakuje cierpliwości i nie możemy już ze sobą wytrzymać. W takich chwilach żałuję, że nie mamy dzwonu, w który mogłabym uderzyć i po prostu sobie odpuścić.

Jesteśmy zespołem – działajmy jak zespół!

Ile razy pomyślałaś: dlaczego, do cholery, tylko ja wstaję w nocy do dziecka? Niech on idzie teraz zmienić mu pieluchę! Cały dom na mojej głowie, mógłby choć raz pomyśleć, żeby wstawić pranie! Komandos Navy Seals wie, że jego zespół ma zadanie do wykonania i wie dokładnie, co do niego należy. Nie marudzi i nie narzeka, że koledzy mają lżejsze zadania, bo ważniejszy od niego samego jest cel, za który jest gotów do największych poświęceń. Największych. A tymczasem my rodzicie lubimy się licytować: kto dziś bardziej zmęczony, kto powinien wykąpać dzieci, zrobić im kolację, itd., a kto będzie wypoczywał na kanapie. Nasze kłótnie o to potrafią trwać dłużej, niż zajęłaby nam cała czynność.

Co zrobić, żeby przetrwać?

Badania wskazują, że głównym czynnikiem pozwalającym ukończyć mordercze szkolenie Navy Seals jest silna motywacja. Rodzice motywacją nie muszą się przejmować – poczucie odpowiedzialności i rodzicielska miłość nie pozwalają nam się poddać. Możemy tylko wciąż usprawniać naszą pracę zespołową, wspierać się i przede wszystkim nie dawać się złym nastrojom.

I pamiętać, że w zespole najważniejszy jest cel, a nie to kto, jak i w jakim wymiarze przyczynił się do jego realizacji.

Hooyah! ;)

p.s. Za inspirację do tego wpisu dziękuję Michałowi Szafrańskiemu ;)

 

Zdjęcie pochodzi z oficjalnego profilu US Navy na Flickr.com

Może ci się też spodobać

  • Fistan

    Tak naprawdę to w tej całej współpracy najważniejsza jest możliwość przejęcia obowiązków innych członków zespołu. Kiedy to szukasz poduszki którą przykryjesz wrzeszczące dziecko :), albo zastanawiasz się jakiej to jeszcze frajdy możesz pozbawić odszczekującego nastolatka :) jest ktoś kto da Ci chwile na całkowite odcięcie się od rzeczywistości i totalny reset systemu odpornościowego :)

    • Gorzej, jak ta druga osoba też jest bliska wystrzelenia się w kosmos ;)

  • Święte słowa. Rodzina to zespół, ale wymaga, by każdy członek tego zespołu widział wspólny cel. Mając bliźniaki często oboje czuliśmy się jak po szkoleniu Navy Seals. Oboje nie spaliśmy, oboje wstawalismy równo.

    • Wow, przy bliźniakach to już totalny hardcore ;)

      • Z własnych doświadczeń mogę powiedzieć tylko tyle, że jest inaczej ;-) na pewno wszystko robi się 2x razy szybciej. Żonie należy się pomnik, a ja tylko pomagałem. ;-)