Po godzinach

Moje życie z geekiem

autor Żona Czerwiec 17, 2014 9 komentarzy
(Na zdjęciu tytułowym widać, że Marcin zmuszał mnie do grania w planszówki nawet w kopalni soli w Wieliczce - to tam narodził się pomysł na Magnum Sal)
W życiu trzeba mieć pasje. Coś co pozwoli nam oderwać się od codzienności. Możemy pasje dzielić z najbliższymi, ale dobrze też jest mieć pasje na wyłączność – taki swój świat. Pisałam już tu o moich pasjach, których nie mam zamiaru dzielić z mężem. Mój mąż oczywiście też ma swoje pasje. Niektóre ze sobą dzielimy, niektórym oddaje się sam lub próbuje zarazić nimi dzieci. Trochę się miota, ma fazy, chciałby czasem złapać wiele srok za ogon. I ciągle cierpi na brak czasu. Jednak cokolwiek w danej chwili pasjonuje mojego męża oddaje temu całe swoje serce, a nawet więcej.

Tak było też w przypadku gier planszowych, które są chyba jego największą pasją, najbardziej ulubionym sposobem spędzania czasu, a czasem także sposobem na powiększanie rodzinnego budżetu. W gry planszowe grał każdy w dzieciństwie i każdy się zgodzi, że to świetna zabawa, szczególnie w obecnych czasach, kiedy mamy wreszcie nowoczesne planszówki mocno angażujące nasze mózgownice ;)  To zapewne te wspomnienia (i mecze szachów z tatą) skierowały pewnego dnia uwagę Marcina na Go. Grał i grał w to Go, aż pewnego dnia na wyjeździe wakacyjnym zetknął się po raz pierwszy z jedną z nowoczesnych planszówek – Osadnicy z Catanu. W tym miejscu jego zainteresowanie planszówkami zaczęło kiełkować, ale na dobre się rozszalało w dniu naszego ślubu, kiedy wśród prezentów znalazły się 3 pudełka z planszówkami. Oczywiście, graliśmy w nie w długie zimowe wieczory, ale to jeszcze nie było to. Wiedzieliśmy, że gdzieś tam, są jeszcze inne gry, czekające na nas, aż je odkryjemy. W ten sposób mój mąż trafił na forum planszówkowe, a w efekcie znikał w piątki na całe wieczory, resztę czasu poświęcając na zapełnianie naszych półek planszówkami. Ale nadal mu było mało.

Wspominałam, że pragnienie Marcina, by coś po sobie zostawić, by coś działać, zrobić coś dla innych pasjonatów takich jak on było ogromne i niezaspokojone. Zaczął więc pisać recenzje gier w największym wówczas internetowym serwisie o grach – GamesFanatic.pl, w domu zaczęło pojawiać się coraz więcej gier, których ilość, choć budziła mój niepokój, to przynajmniej pozostawiała domowy budżet nienaruszony. Potem wbił się do redakcji serwisu i codziennie poświęcał sporo pracy, żeby serwis funkcjonował i by gry planszowe mogły docierać do jeszcze większej rzeszy odbiorców.

Pierwsza recenzja Marcina na GamesFanatic.pl

Mało, że spędzał każdą wolną chwilę nad recenzjami, mało, że zmuszał mnie do grania w różnorakie gry, ciągał po konwentach i spotkaniach planszówkowych, zamiast na Korfu zabierał nas na wakacje z innymi podobnymi sobie szaleńcami, to na dokładkę sam zaczął gry projektować. No, ale czy mogę narzekać? Nie dość, że wychodziło mu to nieźle, to jeszcze był dodatkowy zastrzyk finansowy. W domu zaczęły się pojawiać dziwne rzeczy: metalowe linijki, podkładki do cięcia, nożyki do papieru, przycinarki do rogów kart, kartony w formacie A0, które nigdzie nie chciały się zmieścić, a nawet drewniane łyżki – czyli wszystko co człowiek może potrzebować, żeby stworzyć prototyp.

Od lewej: Magnum Sal - Muria, Magnum Sal, Łazienki Królewskie - autorzy: Marcin Krupiński, Filip Miłuński

Od lewej: Magnum Sal – Muria, Magnum Sal, Łazienki Królewskie – autorzy: Marcin Krupiński, Filip Miłuński

Kaszubkon 2010

Kaszubkon 2010

Grajdołek 2011

Grajdołek 2011

Grajdołek 2012

Grajdołek 2012

Grajdołek 2012

Grajdołek 2012

Grajdołek 2013

Grajdołek 2013

Na Międzynarodowych Targach Gier - SPIEL w Essen - źródło: Facebook.com

Na Międzynarodowych Targach Gier – SPIEL w Essen – źródło: Facebook.com

 

Spotkanie z Rainerem Knizią na konwencie KOCIOŁ, Warszawa 2012

Spotkanie z Rainerem Knizią na konwencie KOCIOŁ, Warszawa 2012, źródło: Facebook.com

Jak już Magnum Sal poszła do druku, mojego męża to nie przystopowało. Musiał spożytkować gdzieś ten swój zapał do prac manualnych i zaczął projektować i wykonywać wypraski do gier. Acha, wiem, że nie macie pojęcia o co chodzi, ale zaraz zobaczycie ;) Wypraska to takie przegródki w pudełku do gry, które pozwalają na segregowanie elementów gry tak, żeby się nie wymieszały, albo żeby było wygodniej z nich korzystać podczas grania.

Praca nad wypraską w toku

Praca nad wypraską w toku

A tak wygląda gotowa wypraska

A tak wygląda gotowa wypraska

 

Potem zaczął kupować gry z figurkami. Nieważne jakie, nieważne że nie ma z kim grać – ważne, że można wziąć pędzelek i spędzić 2 godziny wieczorem nad malowaniem figurek. Nie muszę dodawać, że wszelkimi pracami manualnymi zaraził Klarę? ;)
IMG_0153

IMG_0598

Ale zaraz, po co się ograniczać do kartonu i drewna? Czemu nie połączyć planszówek z zawodem i nie zacząć tworzyć gier planszowych w wydaniu na smartfon? Żaden problem, rok czasu, oddawanie każdej wolnej chwili nowemu projektowi i wreszcie wyszła spod palców mojego męża gra planszowa na Windows Phone. Choć gra nie okazała się niestety nowymi Angry Birdsami – myślę, że nie żałuje tego rocznego wysiłku i może być z siebie dumny, tak jak ja jestem.

Viciousfishes-Splash-Screen

Viciousfishes-During-Game

Po tym szalenie twórczym okresie przyszedł czas zgorzknienia i wycofania. Wypalenia. Widziałam jak jego entuzjazm pomału gasł. Nie, nie do samych planszówek, bo te na stałe wpisały się w nasze życie, stały się trochę nawet stylem życia (KLIK). Z każdym dniem chęć do pisania o planszówkach, do udzielania się na forum była coraz mniejsza. Ostatnim zrywem była redakcyjna współpraca z Tycjanem w Games Fanatic. Kiedy rozmawiali, kiedy planowali jakieś akcje, kiedy rozkręcali fanpage’a – Marcin znów mówił o planszówkach z pasją i prawdziwym ogniem. Po tym jak Tycjan odszedł do redakcji pisma wiedziałam, że to będzie kwestią czasu kiedy i mój mąż powie: dość. Powiedział dość kilka miesięcy później, ale jeszcze minęło trochę czasu zanim na dobre pożegnał się z serwisem Games Fanatic.

Nadal czuł jednak potrzebę tworzenia, ale inaczej, po swojemu. Nieopatrznie zwierzył się z tych zamiarów Tycjanowi i od słowa do słowa narodził się w nich nowy pomysł: platforma blogów o planszówkach. Nie chcieli kolejnego serwisu z informacjami prasowymi, z poprawnymi recenzjami – chcieli skupić wokół platformy ludzi-blogerów, którzy podchodziliby do swojej pasji z prawdziwymi emocjami. W ten oto sposób, dokładnie rok temu, o godzinie 9.00 ruszyła platforma znadplanszy.pl.

Z tej okazji, Mojemu Cudownemu Mężowi, a także Tycjanowi i wszystkim blogerom znadplanszy.pl życzę wielu jeszcze takich jubileuszy oraz wielu emocji i przyjemności płynących z grania w planszówki i pisania o planszówkach. Sto lat!

(tekstu NIE sponsorowała platforma znadplanszy.pl ;) )

Może ci się też spodobać

  • Yoszowi dawno temu pisałem, że jest cyborgiem :P. Natomiast wychodząc ze stwierdzenia, że jeden obraz to tysiąc słów to wystarczy przeczytać tytuł postu oraz obejrzeć dwa Twoje zdjęcia w poście. Od razu wiadomo jak to jest żyć z geekiem ;).

    • Magda Glińska

      Dokładnie! Zdjęcia aż promieniują Twoją pasją do planszówek! ;)

      • Zdjęcie (oprócz entuzjazmu Agi) jest o tyle ważne, że zostało zrobione w Wieliczce, gdzie wpadłem na pomysł Magnum Sal (zupełnie innej gry niż ta która została wydana, ale ziarnko zostało zasiane). I zgubiliśmy wtedy też „pionka” Gandalfa – zagubił się w kopalnii niczym w Morii ;)

      • Dzięki, starałam się wybrać najbardziej odpowiednie ;P

    • Aga tak wygląda jak móżdży w trakcie gry. Ja nigdy nie wiem czy się źle bawi, czy jest tak pochłonięta grą i kombinuje :P

      • Cholera, nie zdradzaj wszystkich moich sekretów – niech ludzie myślą że się źle bawię, a wtedy ja gram błyskotliwie to co tak długo przemyśliwałam i ta dam! Wygrywam :P

  • Odi

    Eee… Ale my na Games Fanatic to też podchodzimy do planszówek z emocjami, a i niepoprawne recenzje się zdarzają (ostatnimi czasy, to nawet za bardzo :P).

    Fajny tekst – dam do przeczytania mojej dziewczynie! Niech wie, że nie jest osamotniona (może jakąś grupę wsparcia założycie? :D)

    Tak czy inaczej – pozdrawiam Was oboje :)

    • GF wspaniale odżyło. Ale był moment (taki nawet trochę dłuższy), że źle to wyglądało.

  • niech pasja trwa :)