ParentingTrochę żartem

Moje dzieci są wredne, złośliwe i przebiegłe. A twoje?

autor Żona Marzec 14, 2015 3 Komentarzy
No jasne że miś jest lepszy :)
Wiecie, że badania mówią, że dziecko do ok. 3 roku życia nie jest w stanie działać celowo złośliwie, bo jego mózg zwyczajnie nie jest do tego zdolny? W takim razie moje dzieci są już dawno daleeeeko za tym etapem rozwoju.

Moje dzieci na ogół są grzeczne i spokojne. Oczywiście, nie zawsze. Zdarzają się momenty, kiedy marudzą, jęczą, są płaczliwe i kłótliwe, a nawet sfoszone. Są to jednak dość rzadkie momenty. Kiedy ktoś mnie pyta o moje dzieci opowiadam jakie są dobre i kochane, jak się ładnie bawią i że w zasadzie nie sprawiają problemów wychowawczych. Lecz kiedy ten ktoś, dajmy na to, przyjdzie do nas w odwiedziny, zaczyna patrzeć na mnie podejrzliwym wzrokiem, mając mnie w najlepszym razie za fantastkę, a w najgorszym za kłamczuchę i wyrodną matkę. Dlaczego? Bo to, co widzi, to co moje dzieci w obecności innych ludzi odstawiają, zaskakuje nawet mnie samą. I to bynajmniej nie jest miłe zaskoczenie. Jestem w zasadzie przekonana, że one to robią całkowicie świadomie i z premedytacją w celu zdyskredytowania nas jako rodziców. Naprawdę tak jest!

Weźmy przykład z dwóch ostatnich dni. Odwiedziła nas siostra męża z córeczką. Klara, ta moja córka, która wszystkie zupy uwielbia (szczególnie pomidorówkę) i pięknie zjada, wczoraj przed miską zupy pomidorowej pokazała taką piękną gamę fochów, jakiej nie powstydziłaby się primadonna z La Scali. Zjadłszy 5 łyżek oznajmiła, że nie jest już głodna i czynnie przeciwstawiła się jakiejkolwiek próbie mediacji. Po kilku minutach (i kilku mało łagodnych groźbach) łaskawie zgodziła się na to, żebym to ja karmiła ją łyżką, ale tylko 5 łyżek. I jestem pewna, że oszukiwała przy liczeniu! A dziś? Wyżłopała większą porcję TEJ SAMEJ zupy w 3 minuty i jeszcze się na koniec oblizała. No jak to nie jest złośliwe, to nie wiem!

Kolejna rzecz, także z wczoraj. Myślałam, że spalę się ze wstydu przed siostrą mojego męża, której przecież wiele razy opowiadałam, jak to się zgodnie moje dzieci bawią. No to wczoraj się popisały! Takich wizgów, wrzasków i rozdzierających płaczów nie oglądałam w wykonaniu moich dzieci nigdy! I to o co? O jedną kartkę do rysowania! Owszem, słyszę nieraz pełne niezadowolenia pokrzykiwanie na brata i udawany płacz tegoż, kiedy jedno coś drugiemu zabierze, ale tego to ja jeszcze nie słyszałam. Trąba jerychońska przy tym to pikuś. A ja stałam jak ten słup soli i marzyłam, żeby ziemia się pode mną zapadła.

Ciekawa jestem też, za jaką wariatkę muszą mieć mnie nasi znajomi, którzy nasłuchali się, jak to nasze dzieci bezproblemowo zasypiają i do tego tak zupełnie same. Znowu było mi wczoraj głupio przed Pawłem, który jak zwykle co piątek gra z nami w planszówki. Filip znów nie odmówił sobie przyjemności zrobienia z rodziców frajerów i zamiast zasnąć w minutę, jak to robi codziennie (serio!), wstawał chyba milion razy i zasnął po ciężkiej walce jakąś godzinę później.

Nie wspomnę już o setkach przypadków, kiedy moje dzieci zrobiły ze mnie idiotkę w obecności dziadków, ciotek i wujków, a nawet zupełnie obcych ludzi. Za każdym razem, kiedy chwalę moje dzieci za coś, one zrobią coś, co kompletnie temu zaprzeczy. Klasykiem jest już sytuacja, kiedy opowiadam teściowej, jak to Klara już tak ładnie zjada zupy i cały talerz obiadu pochłania (temat jedzenia jest dość często w naszej rodzinie wałkowany), a przy następnej wizycie Klara nie zjada nawet połowy tego co w domu. Teściowa to mi już dawno przestała wierzyć…

Czy powyższe przykłady to zwykły przypadek? Nie sądzę. Jestem niemal pewna, że moje dzieci robią to z czystej złośliwości, może próbują odegrać się na nas za coś, może za tę książeczkę co im obiecałam poczytać przed snem 4 miesiące temu i zapomniałam? Skutek jest taki, że już nie opowiadam o moich dzieciach w samych superlatywach, a oczerniam je jak mogę. Wtedy mam nikłą szansę, że jak już z czymś wyskoczą, to przynajmniej nie wyjdę na kłamczuchę. Każdy pokiwa głową i pomyśli: no tak, mówiła nam, że niezłe z nich diabły, biedna Aga. I teraz chyba już nikomu nie przyznam się, jak jest naprawdę, bo przecież nikt mi nie uwierzy!

Ale wy mi wierzycie, prawda?

p.s. Właśnie przyszła Klara i zobaczywszy, że coś piszę przymrużyła lekko oczy. Ten tekst jest więc z przymrużeniem oka ;)

Może ci się też spodobać

  • Dariusz Lenartowicz

    Dlaczego opisujesz zachowanie moich dzieci? :)

    • Tak podejrzewałam, że jest to szerszy problem ;)

  • Paweł Cichocki

    No weź! Było ci głupio? Filip wyszedł z pokoju tylko 3 razy. Potem Marcin posiedział przy nim kwadrans i Fuliek spał, a Twój mąż wrócił w całkiem niezłym nastroju (nadal macie dwoje dzieci?). Spał po półgodzinie.
    BTW:
    Ludzie! Jeśli potraficie się powstrzymać przed stosowaniem przemocy wobec własnych dzieci, to nie mówcie, że brak wam cierpliwości.

    A teraz trochę „mundrości”:
    Świwiadomie czy nie (raczej nie) dzieci testują granice. Sprawdzają jak daleko mogą się posunąć, do czego i jak mogą nakłonić rodziców.
    Dzieci mają dar, dar obserwacji. Widzą, że w obecności gości zachowujecie się trochę(?) inaczej. Trochę bardziej tolerancyjni, wyrozumiali, cierpliwsi. Skoro wy przy „cioci” „bawicie się w udawanie” to dlaczego nie one? Skoro jesteście tacy mili to może i dziecko może coś na tym zyskać?
    To „dorosła” racjonalizacja, ale mam taki feler – dobrą pamięć. Pamiętam co i w jakich okolicznościach robiłem, myślałem nawet w wieku 5 lat.
    Wtedy tak o tym nie myślałem, ale zrozumienie przyszło z wiekiem i wiedzą,