Parenting

Czym różni się życie matki w XIX i w XXI wieku?

autor Żona Styczeń 16, 2016 4 Komentarzy
301342_2.1
Między XIX a XXI wiekiem istnieje kosmiczna przepaść. W ciągu tych ledwie 200 lat nasze życie zmieniło się ogromnie. Mamy inną modę, równouprawnienie, zaawansowaną technikę i dłuższą średnią życia. Wydawałoby się, że nie ma takiej dziedziny życia, która nie przeszłaby wielkiej przemiany.

Weźmy macierzyństwo. Mamy szczepionki na większość śmiertelnych chorób wieku dziecięcego, mamy mleko w proszku, pieluchy jednorazowe, butelki, smoczki i monitory oddechu. Mamy teorie wychowawcze poparte naukową wiedzą na temat zdrowia i psychologii dzieci. Coraz częściej oboje rodzice są jednakowo zaangażowani w proces wychowawczy. I czasem przyjdzie mi do głowy taka myśl: jak nasze prababcie mogły wychowywać dzieci bez tych wszystkich dzisiejszych gadżetów? Szczególnie bez pampersów! Jakże inaczej wygląda dziś życie matki niż 100 i 200 lat temu, prawda? Nic bardziej mylnego! Wyjaśnię wam to na podstawie książki.

Jakiś czas temu, zachęcona felietonem Nishki, sięgnęłam po raz pierwszy w życiu po „Annę Kareninę” Lwa Tołstoja i po raz pierwszy w życiu miałam tak ambiwalentne uczucia w stosunku do książki. To nie jest krótka książka. To jest książka rozwlekła, rozlazła, wyczerpująca. Wątki wyczerpująca. Z tego powodu wprost nie mogłam się od niej oderwać i wtedy właśnie pojawiły się te sprzeczne uczucia. Czytałam ją chyba z 5 dni, co jak na mnie to dość długo i z jednej strony nie chciałam, żeby się skończyła, tak mnie wciągnęła, a z drugiej strony pragnęłam już, żeby się wreszcie skończyła, bo przez te 5 dni zaniedbywałam dom i męża, dzieciom poświęcając minimum koniecznej uwagi. Tak mnie wciągnęła. To moja pierwsza styczność z tym rosyjskim klasykiem i jeśli inne jego książki są choć zbliżone do tej, to Boże miej w opiece moje dzieci, przeczytam wszystkie!

301341.1

Wpis zilustrowałam zdjęciami filmu „Anna Karenina” z 2012 roku w reżyserii Joe Wright

Nishka w swoim felietonie przekonuje nas, że komunikatory, facebooki i instagramy istniały już w XIX wieku, tyle że w innej postaci. Czytając „Annę Kareninę” zwróciłam uwagę na coś jeszcze. Porywający, tragiczny romans, polityka w tle i czerwieniejąca gdzieś na horyzoncie rewolucja, to wszystko nic w porównaniu z moim odkryciem. Często bowiem jest tak, że rozmawiając z innymi rodzicami zdarza mi się coś chlapnąć, na przykład, że czasami nie lubię własnego dziecka. Czynię takie wyznanie, nastawiając się na pełne potępienia spojrzenia, a tu – niespodzianka. Nagle z ust rozmówcy słyszę: Ja też tak mam! Wiele razy byłam zaskoczona, jak wiele identycznych uczuć i doświadczeń dzielę ze znajomi mi rodzicami. Tym większe było moje zdziwienie, jak te same myśli znalazłam w książce napisanej 150 lat temu!

„Po co nam to było?”

Nie wiem, czy są na świecie rodzice, którzy uważają, że posiadanie dzieci to czysta sielanka. Być może są, ale jeszcze takich nie spotkałam. Od czasu do czasu na fali zmęczenia i codziennej rutyny pytamy siebie z mężem: „Po co nam to było?” Wiem, że nie jesteśmy w tym myśleniu odosobnieni, bo często słyszę od innych mam: „Gdybym wiedziała, że to tak wygląda, to chyba nie miałabym dzieci”. Oczywiście, nie myślimy tego tak naprawdę, bo prawda jest taka, że kochamy nasze dzieci nad życie i ogólnie jesteśmy z naszego życia zadowoleni, choć czasami bardzo zmęczeni. Okazuje się, że w XIX wieku nie bylibyśmy tacy wyjątkowi. Oto jak rozmyśla nad swoim trudnym macierzyństwem jedna z bohaterek, szwagierka Anny Kareniny, matka pięciorga dzieci (oraz dwóch aniołków), Dolly:

I po co to wszystko? Co z tego wszystkiego wyniknie? To, że ja sama, bez jednej sekundy spokoju – albo w ciąży, albo karmiąca – wiecznie zła, gderliwa, sama udręczona i udręczająca innych, ja, która wzbudzam we własnym mężu odrazę, przeżyję swoje życie i że podorastają nieszczęsne, źle wychowane dzieci i wyrosną na nędzarzy.

Która z was, drogie matki, nie czuła się nigdy przygnieciona macierzyństwem? Która nie była udręczona tym, że znów dziś nie była dobrą matką dla swoich dzieci? Która nie zamartwia się ich przyszłością? Która nie pomyśli choć raz dziennie, że jej dzieci wyrosną na nędzarzy? ;)

361800.1

Matka i wychodne

Dolly właśnie urwała się z domu na kilka dni. Zostawiła całą gromadkę dzieci pod opieką matki i pojechała do szwagierki w odwiedziny. Nie potrafi jednak pozbyć się poczucia winy z tego powodu. Nie potrafi uciec myślami od swoich dzieci: zamartwia się, czy będą grzeczne, czy będą dobrze jadły, czy oni sobie tam bez niej poradzą. Zamiast cieszyć się wycieczką, czuje się jak uciekinier. Znamy to dobrze, prawda?

Wszyscy żyją, wszyscy rozkoszują się życiem – medytowała dalej, mile kołysana na resorach starego powozu, który minął baby i wjechał rysią na górkę – a ja niczym z więzienia zwolniona ze świata, który mnie troskami zabija, tylko teraz na chwilę zdołałam się ocknąć. Wszyscy żyją: i te baby, i siostra moja Natalia, i Warieńka, i Anna, do której jadę, tylko ja jedna nie żyję.

Pamiętam, że moje krótkie wypady na shopping czy na seans do najbliższego kina nazywaliśmy żartobliwie „przepustką”.

Dzieci nas ograniczają

W swoich rozmyślaniach Dolly, matka z XIX wieku jest nawet szokująco odważna:

Tu przyszła jej na myśl rozmowa z młodą kobietą na postoju. Zapytana, czy ma dzieci, przystojna młoda chłopka odrzekła wesoło:
– Miałam jedną córeczkę, lecz Pan Bóg mnie od niej uwolnił. Pochowałam ją w poście.
– I cóż, czy ci bardzo smutno po dziecku? – spytała Dolly.
– Czegóż miałabym się smucić? Stary i tak ma dużo wnuków. To tylko kłopot: ani się za robotę wziąć, ani nic. Tylko człowiek ma związane ręce.
Odpowiedź zdała się księżnej Darii Aleksandrownie wstrętna, mimo że przystojna kobiecina wyglądała poczciwie; teraz jednak przypomniała sobie mimo woli jej słowa. Cynizm ten nie był pozbawiony odrobiny słuszności.

Z przykrością wyznaję, że nieraz (a zwłaszcza w sobotę rano, kiedy próbuję się wyspać) puszczam wodze fantazji i rozmyślam o tym, co bym w danej chwili robiła, gdybym nie miała dzieci. #zlamatka #szok #niedowierzanie

361793.1

Ciąża, poród, połóg

Okazuje się, że już w XIX wieku kobiety zamartwiały się, że ciąża popsuła im figurę:

„Bo i w ogóle – myślała, patrząc wstecz na całe swe życie w ciągu tych piętnastu lat zamęścia – ciąża, mdłości, otępienie umysłu, obojętność na wszystko, a przede wszystkim – szpetota. Kitty, młodziuchna, ładniuchna Kitty – nawet ona znacznie zbrzydła, a ja, kiedy jestem w ciąży, staję się szkaradna, wiem o tym. Poród, bóle, potworne bóle, ta ostatnia chwila… Potem karmienie, te bezsenne noce, te straszne cierpienia…” Dolly aż się wzdrygnęła na samo wspomnienie bólu, jaki jej sprawiały popękane sutki, a przechodziła to przy każdym prawie dziecku.

Ja też do tej pory wzdrygam się na wspomnienie początków mojego karmienia…

Choroby i wychowanie

Ale zgadzam się z Dolly, że ciąża i poród w bólach, to pikuś w porównaniu z tym co nas czeka później…

Później – choroby dzieci, ta wieczna obawa: a wychowanie, a złe skłonności (przypomniała sobie zbrodnię małej Maszy w malinach), nauka, łacina – wszystko takie niepojęte, takie trudne.

Podskakiwanie na każde kaszlnięcie dziecka, histerie w tych wszystkich miejscach publicznych, godziny spędzone na odrabianiu lekcji – to wszystko takie znajome, prawda?

361791.1

Uwielbiam czytać książki, których czas akcji pozwala mi poznać życie bohaterów odległe o stulecia od mojego. Lubię sobie wyobrażać, jak wyglądałoby moje życie te parę wieków temu. Fajnie wiedzieć, że kiedyś matki zmagały się z problemami nie tak odległymi od naszych, że też bolały je brodawki przy karmieniu, że też martwiły się chorobami dzieci, że też miały problemy wychowawcze. Pewne rzeczy jednak się nie zmieniają ;)

 

 

Może ci się też spodobać

  • „Między XIX a XXI wiekiem istnieje kosmiczna przepaść. W ciągu tych ledwie 200 lat nasze życie zmieniło się ogromnie.” – ale czy ludzie się zmienili?

    Ludzie myślą, że są inteligentniejsi i lepsi od tych żyjących 5.000 lat temu. Z punktu widzenia ewolucji to kichnięcie. My się kompletnie nie zmieniliśmy. Gdybyśmy przenieśli niemowlaka sprzed 5.000 lat temu wyrósłby na normalnego, uzależnionego od Facebooka i Coli nastolatka.
    Nasz gatunek poszedł do przodu. Jak te mrówki, co budują większe i lepiej zorganizowane mrowisko okupione ciężką pracą i śmiercią „niezastąpionych” innych mrówek leżących już na cmentarzysku :D. My jako jednostki jesteśmy tak samo głupi jak byliśmy 5.000 lat temu… i mamy te same problemy ;).

    • Agnieszka Krupińska

      Właśnie podobna myśl pojawiła mi się w głowie w trakcie czytania ;)

  • Czytałam Annę Kareninę, ale w liceum. Nie zwróciłam wtedy zbyt dużej uwagi na wątki, które tu przytoczyłaś. Teraz jako mama przeczytam ją jeszcze raz, może lepiej ją zrozumiem.

    • Agnieszka Krupińska

      Myślę, że gdybym czytała ją w liceum to by mnie denerwowała. Do pewnych książek warto wracać po latach, z innym już bagażem doświadczeń ;) Ostatnio rozważałam nawet przeczytanie ponownie „Lalki” – mojej znienawidzonej lektury z liceum ;)