ParentingTrochę żartem

Jak przeczytać książkę na wakacjach z dziećmi?

autor Żona Lipiec 6, 2015 1 komentarz
IMG_1579

Wyjaśnijmy sobie to od razu: nie chodzi o czytanie książki z dzieckiem, takiej dla dzieci, ale o przeczytanie swojej własnej, zabranej na wakacje książki, w sytuacji, kiedy nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności w pobliżu mamy dzieci. Zwłaszcza jeśli to nasze własne.

Ostatnio bardzo się staram ograniczyć czas spędzany w blogosferze i social mediach, bo odbywa się to kosztem m.in. czytania książek. Czytanie książek było dla mnie kiedyś podstawową rozrywką i ulubionym sposobem na zapomnienie o całym bożym świecie, co niekoniecznie jest z korzyścią dla świata. I mocno potrafi skomplikować życie rodzinne. Głupio byłoby zaczytać się tak, żeby zapomnieć o tym, że się ma męża, dzieci i że te dzieci, jakieś 2 godziny temu miały zjeść obiad, który zapomniało się zrobić. Jest to ździebko niewygodne. Mam na myśli posiadanie rodziny, oczywiście.

Ale ponieważ ilość przeczytanych w tym roku książek mogę policzyć na palcach jednej ręki, to postanowiłam wziąć się wreszcie za siebie i w wakacje postarać się (umówmy się – to już i tak dużo) przeczytać choć jedną książkę tygodniowo. Nie wiem, czy uważacie, że to jest dużo, czy mało – dla mnie to bardzo mało, bo moja „norma” to nowa książka co drugi dzień. Naprawdę bardzo chcę, żeby mi się udało, niestety – rodzina, a w szczególności dzieci, bardzo tu brużdżą.

IMG_1577

IMG_1578

No bo – warunki mam idealne. Jestem na tygodniowych wakacjach pod gruszą, z pełnym wyżywieniem, sprzątaniem i opierunkiem (czyli u dziadków moich dzieci), pogoda typowo letnia, dzieci już takie w miarę odrośnięte od ziemi, że nie trzeba krok w krok za nimi chodzić, potrafią zająć się czymś przez dłuższą chwilę. I co? I przez trzy godziny przeczytałam 7 stron!!!

Bo kiedy już wysypałam dzieciakom wiadro piasku i przytachałam im zabawki, grabki, łopatki i foremki, to po minucie okazuje się, że piasek jest zbyt suchy i trzeba przynieść wodę. Idę z konewką do kranika, napełniam, wracam, leję wodę, mieszam piasek, dzieci szczęśliwe. Siadam do książki, po czym akapit później jedno z dzieci przypomina sobie, że chce mu się pić. Wstaję, idę do domu po butelki z wodą – od razu dwie, bo pewnie drugiemu też się zaraz zachce. Wręczam dzieciom po butelce, siadam, otwieram książkę i… młodsze dziecko oddaje mi butelkę, więc ją odstawiam i natychmiast dostrzegam, że młodsze jest już w połowie schodów do ogródka i generalnie za moment zniknie mi z oczu, czego robić absolutnie nie powinno (otwarty dość głęboki basen i masa schodów dookoła są wystarczającym argumentem). Zrywam się, biegnę po schodach i znajduję delikwenta przy basenie próbującego napełnić konewkę wodą. Nie mogę już nakłonić go do powrotu do piasku, więc rezygnuję na chwilę z czytania i czekam na rozwój wydarzeń. Moje dziecko decyduje się pojeździć na rowerku. Świetnie, myślę, przy podjeździe w cieniu drzewa mam ławeczkę, usiądę sobie z książką wygodnie i wszystko będę widziała. I tak było przez jakieś pół strony, po czym moje dziecko przypomniało sobie, że koniecznie musi zrobić coś innego i znów postanowiło zniknąć z pola widzenia. I tak dalej, i tak dalej.

Takim sposobem trzy godziny później poddaję się dotarłszy do strony 7.

IMG_1580

IMG_1581

Tak bardzo cieszyłam się, że mam dzieci już na tyle duże, że będą potrafiły bawić się bez mojego udziału, a ja w tym czasie będę sobie czytać. Chyba wkrótce nabawię się zeza od prób jednoczesnego patrzenia w książkę i bacznego obserwowania bawiących się dzieci. Nie wymyśliłam jeszcze nic, co by było skuteczne. O, przepraszam – są dwa momenty, które pozwalają mi skupić się na lekturze dłużej niż 5 minut: kiedy moje dzieci oglądają bajkę i kiedy śpią.

A jakie wy macie niezawodne sposoby na czytanie książek przy dzieciach? Proszę, podzielcie się, bo mam wrażenie, że niedługo zostanę analfabetą ;)

Może ci się też spodobać

  • kasiakasiakasia

    Do głowy przychodzą mi dwa sposoby: albo czytać razem z dzieckiem, na głos, albo czytać pod nieobecność dziecka. To pierwsze daje masę frajdy, ale trzeba dobrze dobrać lekturę. To drugie można zrealizować, gdy wybierze się dobrze miejsce, w którym wypoczywa się z dzieckiem. Tutaj polecam np. hotel Wierchomla w górach.