Parenting

Jak przeżyć wakacje z dziećmi i nie zbankrutować?

autor Żona Lipiec 29, 2016 0 komentarzy
DSC05975

Koszmarem każdego rodzica wypoczywającego w Zakopanym są Krupówki, a koszmarem każdego rodzica wypoczywającego nad morzem są deptaki.

Znacie to, prawda? Sami nie wiecie, które z was wpadło na taki głupi pomysł, żeby się wybrać na spacer po deptaku. Jesteście tu dopiero 5 minut, a już ze sto razy usłyszeliście: „Mamoooo (ewentualnie: Taaatooo), ja chcę to! Kup mi tamto”. Znów daliście się zrobić w balona (balony! tylko nie balony!!!).

Z każdej strony atakują was kolorowe wytwory Chińskiej Republiki Ludowej, kusi zapach waty cukrowej, kuszą lody w upalny dzień. Przejście nadmorskim deptakiem czy Krupówkami bez zakupu choć jednego bubla, urasta do poziomu największego życiowego osiągnięcia, które zwycięscy rodzice ogłaszają wszem i wobec. Uwierzcie, spacer deptakiem w turystycznej miejscowości może przebiegać w spokojnej i miłej atmosferze, wolnej od płaczu dzieci i zgrzytania zębów rodziców. Zdradzę wam nasze sprawdzone sposoby na to, żeby nie zbankrutować na wakacjach z dziećmi.

1. Tłumacz i rozmawiaj

Wydaje się niemożliwe, ale u nas to działa. Tłumaczymy spokojnie, dlaczego nie kupimy plastikowego wiatraczka, kolejnego samochodziku, jeszcze jednego kamyczka/bursztynka/itd. Przedstawiamy rozsądne argumenty i nasze dzieci dają się przekonać. Nie chodzi o to, żeby absolutnie NIC nie kupować, ale żeby kupić coś, co faktycznie będzie jakąś pamiątką, a nie bublem. I tak dochodzimy do punktu 2.

2. Ustal zasady

Zwykle umawiamy się z dziećmi, że kupimy 1-2 pamiątki z wyjazdu. Robimy to zwykle ostatniego dnia pobytu, kiedy już mamy dość dokładny obraz tego, co rynek oferuje. Bywa, że są to typowe podhalańskie pamiątki: ciupaga, chusta góralska, itd. Nad morzem – bursztyny. Umawiamy się nie tylko na pamiątki. Jeśli idziemy na plażę a po drodze są lody, gofry czy automaty do gier, ustalamy, że np. Lody i gofry jemy co drugi dzień, a nie trzy razy dziennie, a żeby nie zbankrutować na automatach zabieramy ze sobą np. trzy dwuzłotowe monety z przeznaczeniem na granie. I ani jednej więcej. Mieliśmy trzy, a teraz już nie ma. Koniec. Idziemy dalej.

3. Daj kieszonkowe

My tego akurat nie stosujemy, bo świetnie działają poprzednie dwa punkty, ale dla bardziej opornych osobników może to być doskonałe wyjście. Rzecz polega na tym, żeby codziennie dawać dziecku określoną (niezbyt dużą) kwotę na własne wydatki, np. 10-20zł. Nie ingerujemy na co dziecko wydaje te pieniądze. Są jego i może z nimi zrobić, co chce, wy – rodzice – powinniście tylko wskazywać dziecku, jakie ma możliwości, ale ostateczny wybór należy do dziecka. Jeśli dziecko wyda wszystko od razu – trudno, musi poczekać z następnymi zachciankami do kolejnego dnia. Jest to świetny sposób, żeby wprowadzić dziecko w świat zarządzania pieniędzmi. Dziecko ma wybór: albo wyda wszystkie pieniądze na drobiazgi, albo przez kilka dni uzbiera na coś droższego. A wasz portfel odczuje ulgę ;)

4. Omijaj te miejsca

Jeśli nie masz serca odmawiać dzieciom kolejnego wiatraczka, czy kolejnego gofra, jeśli dajesz się złamać prośbom dzieci, jeśli nie masz silnej woli i brakuje ci konsekwencji – omijaj takie miejsca. Po prostu. Jeśli codziennie chodzisz na Krupówki, czy jeździsz do najpopularniejszych nadmorskich miejscowości, nie dziw się, że wydajesz tam mnóstwo kasy. Te straganiki, automaty i inne atrakcje nie są tam dla twojej rozrywki, ale po to, żeby ktoś mógł na tobie zarobić. Taka prawda. Więc jeśli nie chcesz trwonić fortuny na badziew, po prostu te miejsca omijaj. Zamiast na Krupówki, pójdźcie na spacer, zamiast włóczenia się po deptaku, idźcie na plażę. Nie tylko wasz portfel na tym skorzysta :)

Nie zrozumcie mnie źle. Nie mam zamiaru nikogo namawiać na skąpienie na wakacyjne przyjemności. Jeśli spacerowanie po deptakach, stragany, automaty, itd. wpisują się w wasz ulubiony sposób spędzania wakacji – róbcie tak. Ja należę do osób, które wczasowy zgiełk i tłum męczy. I jestem też zmęczona przywożeniem z wakacji plastikowego shitu, który potem zagraca mi dom. Możecie sobie pomyśleć, ze jesteśmy rodzicami, którzy się na wakacjach umartwiają, odmawiając wszystkiego i sobie, i dzieciom. Tak nie jest. Lubię zjeść gofra, wypić kawę, lubię zagrać z dziećmi w cymbergaja i lubię przywozić pamiątki z wakacji. Ale wszystko to staramy się robić z umiarem.

I na koniec: nie uważam, żeby zabranianie dzieciom czegoś przynosiło im szkodę. Dzieci powinny rozumieć ograniczenia, w których wszyscy żyjemy, np. ograniczenia finansowe. Dzieci powinny znać wartość pieniędzy oraz powinny wiedzieć, że nie biorą się one ze ściany (czyli z bankomatu). Oczywiście, nigdy nie należy przesadzać. Ale wierzę, że jeśli teraz będziemy ich tego uczyć, to w dorosłym życiu będą bardziej świadomymi konsumentami i mistrzami w zarządzaniu swoimi finsansami. ;)

A wy jak sobie z tym radzicie? A może nie radzicie i wydajecie fortunę na wakacjach z dziećmi? Z chęcią o tym poczytam!

Może ci się też spodobać