Bardzo serioParenting

Jak jezioro chciało mnie zabić

autor Żona Lipiec 23, 2015 6 komentarzy
DSC05433
Można powiedzieć, że wychowałam się nad jeziorami. Pochodzę z Warmii, a tam jezior mamy całkiem sporo. To znaczy: sporo mniej niż na Mazurach, ale nadal sporo powyżej średniej krajowej. W samym Olszynie jest ich aż kilkanaście (serio, serio) i jedno z nich – największe – wisi właśnie u góry postu. Skąpane w słońcu, kuszące chłodną wodą i rozgrzanym piaskiem. Aż trudno uwierzyć, że takie piękne jezioro mogłoby chcieć mnie zabić. No, nie to konkretnie, tylko takie inne. Ale akurat nie mam zdjęcia tego innego.

Wpadłam w ironizujący ton, a sprawa jest poważna, więc przejdźmy dalej do dalszego ciągu. Lecz zanim to nastąpi, posłuchajcie tej historii.

Rzecz dzieje się nad morzem, dla odmiany, gdzie niezbyt daleko od brzegu kąpie się pewna para. Nagle zaczynają od strony plaży dochodzić do nich podniesione głosy innych plażowiczów, dochodzą do tego także gesty, ale jak to na plaży w sezonie – jest głośno i gwarno i nie mogą nic zrozumieć. Wtem do wody wskakuje ratownik i zaczyna płynąć w ich stronę. To już ich zupełnie zbiło z tropu. Przecież żadne z nich się nie topi. Czyżby zrobili coś zakazanego? Wraz z ratownikiem dociera do nich szokująca prawda: to nie do nich płynął ratownik lecz do ich 6 letniego syna, który topił się dosłownie 3 metry od nich. Jak to możliwe, że nic nie słyszeli, skoro byli tak blisko? Bo ludzie toną w ciszy.

Nie wiem, czy ta historyjka jest prawdziwa, słyszałam już ze 3 jej warianty, a właśnie stworzyłam czwarty. Podejrzewam, że jest to tzw. Urban Legend – coś co wydaje się bardzo prawdopodobne, ale nigdy się nie wydarzyło. Choć cała historyjka jest zmyślona, to zawiera ziarno prawdy.

Ludzie naprawdę toną w ciszy. Przekonałam się o tym pewnego dnia, kiedy jezioro chciało mnie zabić.

DSC05447

Tego dnia byliśmy nad jeziorem całą rodziną. Byli tam nasi sąsiedzi i ich córka, z którą się przyjaźniłam. Oczywiście natychmiast rozebrałyśmy się do strojów i pobiegłyśmy do wody. Miałyśmy po 6 lat i nie umiałyśmy pływać. Kąpielisko było małe (choć mi się wówczas wydawało, że jest całkiem spore) i niestrzeżone, otoczone otwartym pomostem w kształcie litery L. Było też dość zatłoczone.

W pewnym momencie wymyśliłyśmy sobie zabawę, że będziemy skakać w wodzie, coraz dalej od brzegu, badając gdzie jeszcze mamy grunt. Kiedy byłyśmy w miejscu gdzie woda sięgała nam do brody, obok nas pojawiła się dziewczyna płynąca na dmuchanym materacu i zupełnie niechcący przepłynęła między nami a brzegiem, spychając nas bliżej pomostu. Prosto w miejsce, gdzie już nie miałyśmy gruntu.

Dowiedziałam się wtedy dwóch rzeczy: że w sytuacjach zagrożenia życia kieruje tobą czysty zwierzęcy instynkt i że jeśli toniesz, to nikt cię nie usłyszy.

DSC02170

Nagle poszłyśmy pod wodę. Po prostu. Zaczęłam machać rękami próbując się wydostać na powierzchnię. Gdy ręce natrafiły na moją przyjaciółkę natychmiast wepchnęłam ją pod wodę, żebym, wspierając się na jej głowie, mogła wynurzyć się z wody. Moja przyjaciółka zrobiła tak samo. Działałyśmy totalnie instynktownie, próbując wydostać się po sobie na powierzchnię i podtapiając się nawzajem. W tych krótkich momentach, kiedy udawało mi się wypłynąć, próbowałam krzyczeć. Nie mogłam. Jedyne co wydostawało się z mojego gardła, to bardzo ciche „bul bul bul” – te ułamki sekund nad wodą mój organizm wykorzystywał rozsądniej – nabierając powietrza.

Po bardzo krótkiej chwili (która w moich wspomnieniach nadal wydaje się niemal wiecznością) tata mojej przyjaciółki zauważył, że dzieje się coś niepokojącego i niemal dosłownie za fraki wyciągnął nas z wody. Całe szczęście nic nam się nie stało, ale kiedy myślę o tej całej sytuacji, kiedy myślę o tych wszystkich ludziach, którzy siedzieli tego dnia na plaży, o tych, którzy byli pół metra od nas w wodzie i nikt – kompletnie nikt nie zorientował się, że toniemy, to do dziś mam dreszcze.

Nie łudźcie się, że wasze dziecko zawoła was, gdy będzie tonąć.
Nie łudźcie się, że zamacha do was rękami, jak na jakimś filmie.
Nie łudźcie się, że skoro wokół jest tyle ludzi, to ktoś coś zauważy.
Nie łudźcie się, że wasze dziecko jest bezpieczne na strzeżonej plaży.

Nie spuszczajcie dzieci z oczu, kiedy idą do wody.
Nie pijcie alkoholu nad wodą, bo może to spowolnić waszą reakcję.
Nie pozwalajcie dzieciom na zabawę w udawanie topielca.
Uczcie dzieci szacunku do wody. To żywioł – niebezpieczny jak każdy inny.

Bo kiedy będą tonąć, nie będziecie o tym wiedzieć.

DSC05440

Jeśli jesteście lub będziecie z dziećmi nad wodą, koniecznie przeczytajcie jak naprawdę wygląda ktoś, kto właśnie się topi. Teraz. JUŻ! Przeczytaj!

Może ci się też spodobać

  • Jak najbardziej słuszny apel. Wypad nad wodę z dziećmi nie może być tak do końca czystym relaksem: zamykam oczy, leżę, albo sobie pływam. Dzieci trzeba pilnować.

    • Osobiście bym wchodziła (i wchodziłam) do wody razem z dzieckiem poniżej 5 roku życia. Potem nie spuszczałabym z oka nawet na chwilę.

      • Robię właśnie tak jak mówisz, wchodzę z naszą Olką za każdym razem. W tym momencie do głowy mi nie przychodzi, żeby puścić ją samą, tym bardziej nad jeziorem, morzem lub rzeką.

  • Od roku mieszkamy nad jeziorem. Choć kocham to miejsce, moim koszmarem jest to, że idąc z moimi maluchami nad wodę, coś może im się stać.
    Staram się nie być przewrażliwiona, ale nie ukrywam, że męczą mnie czarne scenariusze.

    ___
    http://www.mandarynkizmlekiem.pl

    • Dzieci można nauczyć jak się zachowywać nad wodą. Tak samo jak można je nauczyć, jak się zachowywać przy przejściu przez ulicę.

      • Podejrzewam, że po prostu panikuję bez potrzeby, bo sama nad jezioro raz na jakiś czas w dzieciństwie jeździłam :) Sama muszę się nauczyć żyć nad jeziorem ;)