Trochę żartem

Dzień, w którym chciałam rzucić „internety”

autor Żona Grudzień 15, 2015 0 komentarzy
18464104429_a3aed5f4cc_k
Przychodzi czasem taki dzień, w którym mam ochotę rzucić „internety”.

Wczoraj dzwoni do mnie mąż.

– Chyba zaraz wyrzucę wszystkich ze znajomych na facebooku! – mówi rozżalony, a po chwili jeszcze dodaje – I want to quit Internet!!!
– Spokojnie, kochanie. Bez histerii. To tylko polityka. Wyciszaj ich, wyciszaj – rzucam poradami, jak profesjonalny coach.
– Ech…- wzdycha mi w słuchawkę mąż – czasem mam ochotę rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady…

To jeszcze nie był ten moment.

Chociaż mnie też zaczyna irytować zalew politycznych postów na facebooku, z jednej i z drugiej strony, licytowanie się na liczby i kłótnie o to, kto zaczął pierwszy. Jak w piaskownicy…

Staram się zachować w tym jakieś resztki zdrowego rozsądku. Staram się zachować otwarty umysł. Staram się rozumieć każdą ze stron i nie stanąć po żadnej z nich. Od kilku dni udaje mi się utrzymywać jako taki stan równowagi, delikatnego balansu – żadne polityczne tematy nie są w stanie mojego spokoju zaburzyć.

Pewnie dlatego dałam się tak zaskoczyć.

Wczoraj, dzień po finale Szlachetnej Paczki czytam relacje z wręczania rodzinom paczek, czytam o niesamowitych liczbach, które udało się osiągnąć, czytam słowa podziękowania dla darczyńców i wzruszam się, bo w tym roku my też przyłączyliśmy się do akcji i my też dołożyliśmy do tego małą cegiełkę.

I nagle trafiam na fanpage, który istnieje tylko po to, żeby wytykać akcji każde najmniejsze potknięcie, żeby z czystej złośliwości punktować niedociągnięcia, żeby kierując się jedynie złą wolą, oskarżać i dyskredytować. I tego nie ogarniam. Jestem w stanie zrozumieć dwie strony w politycznym sporze, potrafię przyznać rację, tym, z którymi się nie zgadzam, wytknąć błędy tym, z którymi mi po drodze, ale takiej małostkowości nie potrafię zrozumieć.

Szlag mnie trafił i już, już miałam rzucić w cholerę te „internety”, kiedy pomyślałam. Po pierwsze, pomyślałam, że byłoby mi trochę smutno bez facebooka, więc może nie dramatyzujmy za bardzo. Po drugie pomyślałam, że jest i zawsze było na tym świecie mnóstwo złych ludzi, ale może wcale nie jest ich więcej niż tych dobrych. Może oni po prostu są głośniejsi i bardziej widoczni. Po trzecie pomyślałam, że fajnie byłoby zrobić coś, żeby tych dobrych ludzi było jednak jak najwięcej. Ale co?

Może po prostu trzeba BYĆ dobrym człowiekiem. A potem trzeba to DOBRO przekazać dzieciom. Żeby one mogły przekazać je swoim dzieciom, które przekażą je swoim, i tak dalej.

Taka cicha i podstępna inwazja dobra.

A „internetów” nie rzuciłam, jak widać. Ale spokojnie, na pewno jeszcze nie raz trafi się okazja ;)

Zdjecie zrobił Jeff Djevdet

Może ci się też spodobać