Po godzinach

Czy w erze smartfonów ktoś używa jeszcze papierowych kalendarzy?

autor Żona Styczeń 23, 2015 4 komentarze
Moleskine weekly planner
Chyba tylko nasze babcie. I rodzice może. Tak myślałam jeszcze kilka lat temu. Mam kalendarz w outlooku, synchronizuje mi się w smartfonie i na wszystkich urządzeniach, przypomina mi o umówionych spotkaniach, wizytach u lekarza i urodzinach rodziny i znajomych – to po co mi kalendarz papierowy? Jakbym miała za dużo miejsca w torebce!


Okazało się jednak, że dostęp do kalendarza niemal z każdego urządzenia wcale nie zlikwidował najważniejszego problemu. Nadal musiałam pamiętać, żeby w tym kalendarzu coś zapisać ;) I gdy pewnego dnia mój mąż pokazał mi kalendarz Moleskine w moim ulubionym kolorze limonkowym i to jeszcze z edycji LEGO, to nie wahałam się ani chwili. Wydawało mi się, że w takim zajefajnym kalendarzu z pewnością będę sobie zapisywać wszystko i zawsze będę go nosić przy sobie. I miałam rację! Wydawało mi się ;) Często go zapominałam, był za gruby na większość moich torebek i przede wszystkim, jak się okazało, w ogóle nie odpowiadał mi funkcjonalnie. Nie powstrzymało mnie to jednak przed zakupem nowego kalendarza na ten rok, także Moleskine i tym razem wydaje mi się, że trafiłam w 10! Czy będę miała rację?

Dlaczego Moleskine?

Nawet jeśli za miesiąc kalendarz będzie leżał i zbierał kurz (w co naprawdę wątpię ;) ), to i tak nie będę żałować, że go kupiłam. Jeśli nie mieliście nigdy styczności z notatnikami i kalendarzami Moleskine, to prawdopodobnie nie zrozumiecie, co mówię. Każdy notatnik Moleskine jest doskonały. Jest perfekcyjny. Nie tylko pod względem użytych materiałów, czy wykonania, ale także pod względem funkcjonalności. W ofercie producenta znajdziecie klasyczne notatniki z czystymi kartkami, z kartkami w kratkę, w kropki i linie. Kalendarze z widokiem dziennym, tygodniowym, miesięcznym, na 12 i na 18 miesięcy, duże i małe. Notatniki specjalistyczne: dla miłośników piwa, wina, psów, kuchenne, podróżnicze, nawet dla przyszłych mam!, i wiele innych. Występują w różnych kolorach, z twardą lub miękką okładką, w różnych rozmiarach. Wszystkie łączy jedno: doskonałość. W wykonaniu, w wyglądzie, w użytkowaniu. To notatniki z najlepszym User Experience jakie kiedykolwiek miałam okazję używać!

DSC04565

DSC04568

DSC04570

Dlaczego kalendarz papierowy?

Można powiedzieć, że z racji zawodu powinnam być dobrze przystosowana do korzystania z elektronicznych kalendarzy. Tak z pewnością jest i przypuszczam, że każdy z nas dostrzega jak bardzo technologia mobilna ułatwia nam dziś życie. Tylko, że po kilku latach korzystania wyłącznie z kalendarza w outlooku nadal brakowało mi tej możliwości szybkiego rzucenia okiem na papierowy kalendarz, żeby sprawdzić, co mam w nim na najbliższy tydzień. Jeśli taki kalendarz stoi na biurku lub wisi na ścianie, nie muszę otwierać komputera, otwierać przeglądarki, otwierać kalendarza w telefonie (który najpierw muszę znaleźć). Lubię widzieć w całości to, co mam zaplanowane, lubię mieć kalendarz zawsze pod ręką, żeby sprawdzić jaki to dzień tygodnia 27 stycznia. Jakoś mi się tak utarło, że jeśli jestem w domu to częściej korzystam z kalendarza analogowego, a jeśli jestem poza domem, to korzystam z kalendarza w telefonie (outlook).

Grunt, to znaleźć kalendarz dla siebie

Pisałam już, że ubiegłoroczny kalendarz mi się nie do końca sprawdził. To był kalendarz dzienny (jeden dzień na jednej stronie, z podziałem na godziny), niezbyt duży (9×14 cm) a więc i całkiem gruby. Miał twardą okładkę i był ciężki, a nie zawsze chciało mi się dokładać dodatkowego ciężaru do mojej torebki. W rezultacie używałam go sporadycznie, jak sobie przypominałam. Teraz już wiem, że to nie był kalendarz dla mnie, przede wszystkim pod względem funkcjonalnym. Nie mam dużo zaplanowanych spotkań w ciągu dnia, często więc całe dnie były w moim kalendarzu puste. Lubię też widzieć moje plany w kontekście tygodnia i miesiąca, a tam nie miałam w ogóle takiej możliwości.

W tym roku wzięłam pod uwagę swoje doświadczenia i chyba mogę powiedzieć, że znalazłam kalendarz idealny! (no, zobaczymy ;) ). Na jednej stronie ma widok tygodniowy, po drugiej miejsce na notatki (gdybym potrzebowała zapisać pomysł na wpis, albo jakiś dialog ;) ), jest mały (9x14cm) ale ponad połowę cieńszy niż poprzedni i ma miękką okładkę, co sprawia, że jest też lekki. Już się z nim nie rozstaję ;)

DSC04577

DSC04578

DSC04579

DSC04584

 

Grunt to znaleźć notatnik dla siebie – komentarz Marcina

Przez moją torbę przewinęły się dwa rodzaje – mały z twardą oprawą w kratkę i duży w twardej oprawie z kartkami czystymi. W odróżnieniu od swojej kochanej żony, nie mam problemu z pamiętaniem zapisania czegoś w kalendarzu i Moleskine służy mi do notowania w czasie spotkań z klientami. Nie lubię wyciągać mojego laptopa i ukrywać się za ekranem, kiedy próbuję ustalić, co jest do zrobienia. Łatwiej też czasami coś narysować na kartce niż machać w powietrzu łapkami. Ten mały Moleskine, chociaż mega cute, okazał się jednak trochę za mały na robienie notatek na spotkaniach, a za gruby żeby nosić go w kieszeni do codziennych zapisków. Ten duży natomiast były strzałem w dziesiątkę. Ale ciągle potrzebowałem czegoś do własnych projektów, rozrysowywania elementów graficznych, czy po prostu notowania. W tym roku kupiłem sobie kropkowany z miękką okładką i jak na razie jestem zachwycony. Dziwne, jak można zachwycać się zwykłym zeszytem, ale ja bardzo lubię notować i rysować ołówkiem i, tak jak elektronika we wszystkich dziedzinach życia zastępuje mi odpowiedniki analogowe (od kalendarza począwszy, na książkach skończywszy), tak tutaj nie znalazłem dla siebie jeszcze żadnego zamiennika.

p.s. Wiem, że moja żona lubi myśleć, że wpędzam ją w gadżeciarstwo poprzez zarażanie jej różnymi gadżetami, w tym i Moleskinami. Ale tu Aga się trochę myli. Moleskine to nie był mój pomysł/wymysł. Notatniki pokazał mi przyjaciel, który pewnego pięknego dnia uświadomił mi i Agnieszce, jak bardzo do siebie pasujemy i sprawił, że się w sobie zakochaliśmy. Jak miał rację w tak ważnej sprawie, to postanowiłem się go posłuchać również w sprawie notatników ;)

DSC04562

DSC04559

Gdzie kupić? I za ile?

Najprościej kupić notatniki na allegro, albo w jednym ze sklepów internetowych. Na przyład: www.moleskine.sklep.pl lub www.moleskines.pl. Nasze ostatnie zakupy zrobiliśmy właśnie w tym ostatnim i mogę go polecić. Całkiem szybko dostaliśmy nasze Moleskiny (2 czy 3 dni robocze), ale sklep ma niezbyt wygodny system płacenia. Przyzwyczailiśmy się już do korzystania z usług PayU czy Przelewy24, a tu trzeba zrobić zwykły przelew bankowy. Słabo, bo znacznie wydłuża to proces realizacji zamówienia.

Jeśli chodzi o cenę notatników, kalendarzy itd. – nie jest ona niska. Moleskiny są drogie. Jak cholera. Przykładowo, mój kalendarz kosztował prawie 50zł – za podobny w sklepie zapłaciłabym pewnie coś koło 18zł. Słowo „podobny” należałoby tu mocno wyróżnić ;)

To tylko kolejny gadżet

Moleskine to notesy najwyższej jakości, funkcjonalne i zwyczajnie piękne. Drogie, ale w tym przypadku płacimy za produkt naprawdę doskonały. Tylko dla gadżeciarzy ;)

Może ci się też spodobać