Związki

Czy nauki przedmałżeńskie muszą być koszmarem?

autor Żona Styczeń 20, 2015 3 komentarze
https://www.flickr.com/photos/sea-turtle/7418539202
Wyobraźcie sobie mały stolik, na nim kwiatek w wazonie, lampka lub świeczka. Przy stoliku wy. Zakochani, z zaplanowaną przyszłością. Wpatrzeni w siebie, rozmawiacie cicho. Czy chcielibyście, żeby właśnie tak wyglądały wasze nauki przedmałżeńskie? Żaden problem!


Kilka dni temu radziłam narzeczonym, o czym powinny porozmawiać ze swoim lubym przed ślubem, a zaraz potem natknęłam się na relację Żudit z jej narzeczeńskiego koszmaru. To, czego doświadczyła, nie było dla mnie ani szokujące, ani bulwersujące, a tym bardziej nowe. Wysłuchałam wiele opowieści moich znajomych o tym, jakie były ich nauki przedmałżeńskie. W najlepszym przypadku nudne. Po co tam poszliście? – pytam. Nie zrobiliście rozeznania wśród znajomych, nie zasięgnęliście języka, nie zapytaliście nawet wujka Googla?

Wiedziałam, w których dokładnie naukach przedmałżeńskich będę uczestniczyć, zanim jeszcze związałam się z moim mężem (sorry, kotek, taki jest smutny fakt – nie miałeś za wiele do gadania). A to dlatego, że usłyszałam o nich od jednej znajomej i wyglądało to bardzo fajnie. Było nawet jeszcze lepiej.

Nauki o których mówię, nawet z nazwy nie są naukami. Tam nikt nikogo nie uczy, nie poucza, nie każe, nie zabrania i nie straszy. Nie zagląda wam do łóżka i nie pcha się z butami i sutanną w wasze życie. To jest czas tylko i wyłącznie dla was, który powinniście wykorzystać na umocnienie waszej relacji, lepsze poznanie się, poruszenie trudnych tematów. To tam zaczniecie rozmowy, które będziecie kontynuować jeszcze długo po ślubie. Możecie wybrać model 9 randek lub weekendowego wyjazdu. Brzmi ciekawie? ;)

O czym tu w ogóle mowa?

Wieczory dla Zakochanych oraz Rekolekcje dla Narzeczonych to programy przygotowujące do Sakramentu Małżeństwa.
W obu programach podstawową metodą jest praca własna narzeczonych. Inspirują do niej wprowadzenia i świadectwa małżeństw oraz kapłanów – animatorów Spotkań Małżeńskich. Uczestnicy – w swoich parach – mają możliwość pełniejszego poznania własnych cech osobowości i oczekiwań, a także ustalenia wspólnej hierarchii ważności spraw w życiu. Uczą się również jak rozwiązywać konflikty i jak budować autonomię swojego związku. Odkrywają czym jest naprawdę sakrament małżeństwa, rozpoznają miejsce wiary w swoim życiu. Dowiadują się podstawowych spraw z zakresu nauki Kościoła o małżeństwie i rodzinie. Praca ma charakter warsztatowy.

Wieczory oraz Rekolekcje przeznaczone są zarówno dla narzeczonych jak i par „chodzących” ze sobą, ale poważnie myślących o małżeństwie. Można w nich uczestniczyć tylko parami.

Absolwenci Wieczorów dla Zakochanych i Rekolekcji dla Narzeczonych otrzymują zaświadczenia potrzebne przy składaniu dokumentów w kancelarii parafialnej przed zawarciem związku małżeńskiego.

Zarówno wieczory, jak i rekolekcje prowadzi kościelne stowarzyszenie „Spotkania małżeńskie”. Działają w niemal każdej diecezji, więc nie ma w zasadzie problemu z dostępnością rekolekcji. Nie ma też problemu, żebyście wzięli udział w rekolekcjach odbywających się na drugim krańcu Polski. Terminów jest tyle, że z pewnością znajdziecie najbardziej odpowiedni dla siebie. Po więcej informacji udajcie się na ich stronę: www.spotkaniamalzenskie.pl.

Jak to wygląda?

My byliśmy na Rekolekcjach dla Narzeczonych w ośrodku w Dobrym Mieście. Rekolekcje zaczęły się w piątek o 18.00 i zakończyły się w niedzielę ok 15.00. Na „dzień dobry” dostaliśmy po teczce i otrzymaliśmy prośbę, nakaz prawie, żeby nie integrować się z innymi parami, bo nie przyjechaliśmy tu poznawać innych ludzi, tylko lepiej poznać siebie. Cały rdzeń tych rekolekcji to tematyczne spotkania, które rozpoczynają się świadectwem jednego z małżeństw prowadzących oraz księdza, po czym dostajemy kartki z pytaniami pomocniczymi do danego tematu i 15 minut na napisanie listu do ukochanego/ukochanej. Dziewczyny osobno, faceci osobno. Kiedy już listy są napisane, spotykamy się przy stoliku, każda para przy swoim. Wymieniacie się listami, czytacie i omawiacie je. Nikt wam przez ramię nie będzie zaglądał, nikt nie będzie sprawdzał co napisaliście i czy w ogóle cokolwiek, nikt was z tego nie będzie odpytywał.

Wieczory dla Zakochanych odbywają się podobnie, tyle tylko, że macie więcej czasu na napisanie listu czy rozmowę. Spotkania są raz w tygodniu, jest ich 9, łatwo więc policzyć, że potrzebujecie co najmniej 9 tygodni, żeby dostać papierek. Warto to uwzględnić przy planowaniu działań przedślubnych.

Czy to na pewno dla mnie?

Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim taka forma może odpowiadać. Jeśli chcecie tylko szybko odbębnić nauki i mieć już z głowy, to zdecydowanie nie powinniście się na rekolekcje decydować. Wybierzcie się na nie, jeśli obojgu wam zależy na pogłębieniu waszej relacji i kontekst kościelny, duchowy jest w tym dla was istotny. Bo warto. Jedyny minus, jaki mogę wskazać, to że będzie was czekać jeszcze wizyta w poradni NPR. Na rekolekcjach temat jest oczywiście poruszany, ale zbyt pobieżnie, żebyście mieli to już „zaliczone”.

Jeśli macie pytania lub chcecie się podzielić doświadczeniem z waszych nauk przedmałżeńskich, piszcie w komentarzach :)

Zdjęcie: Flickr.com

Może ci się też spodobać

  • Bardzo fajna forma. Nasze nauki przedmałżeńskie też zrobiliśmy z Tomkiem w formie weekendowych warsztatów. Prowadził je ks. Stryczek – ten od Szlachetnej Paczki i nazywał kursem przeciwmałżeńskim :) No ale to zamierzchłe czasy – 14 lat temu :)

    • Kurs przeciwmałżeński – dobre! I jak trafnie określone. Myślę, że po naszych rekolekcjach część par musiała na nowo przemyśleć decyzję o ślubie ;)
      p.s. Miło mi, że mnie odwiedziłaś – ja was czytam regularnie! ;)

  • Ja też bardzo miło wspominam ten kurs, chociaż jakby była możliwość to bym wolał wersję wieczorową niż weekendową. My nie bardzo mieliśmy wybór (przed ślubem mieszkaliśmy 200km od siebie, oboje pracowaliśmy itp.). Weekendowy kurs niby fajny, ale tak jak Aga pisała – socjalizacja nie wchodziła w grę, a po dwóch dniach już nie było tyle entuzjazmu i zapału co na początku. Myślę, że lepszym rozwiązaniem byłoby rozłożenie tego w czasie, ale jeżeli nie ma innego wyjścia, to weekendowy kurs zdecydowanie polecam.