Po godzinach

Broadchurch, czyli dlaczego Brytyjczycy potrafią robić dobre seriale

autor Żona Luty 11, 2016 2 Komentarzy
broadchurch
Nie wiem, czy istnieje na świecie ktoś, kto ma więcej zaległości w serialach niż my. Zbieramy rekomendacje od znajomych, dopisujemy do długaśnej listy, której przyrost naturalny zawsze jest dodatni. Grę o Tron skończyliśmy gdzieś na początku sezonu 3 (dobre tyle, że w książkach jesteśmy na bieżąco) i przynajmniej raz na tydzień powtarzamy sobie, że musimy nadrobić zaległości do kwietnia, czyli do premiery kolejnego sezonu, którego fabuła wykracza już ponad to, co do tej pory napisał George R. R. Martin. Drugi sezon Newsrooma czekał na dokończenie ponad rok. Mieliśmy nawet 3 tygodniowe opóźnienie w Doktorze Who, co jak na nas jest naprawdę skandaliczne. Nie dziwcie się więc, że na Broadchurch trafiliśmy prawie po 3 latach od jego premiery. Pewnie wszyscy zdążyli go już obejrzeć, ale pozwolę sobie i tak napisać, dlaczego nie mogliśmy się od niego oderwać.

Broadchurch nie był jakoś wysoko na naszej liście do obejrzenia, ale wydarzyły się dwie rzeczy. Pierwszą było to, że od stycznia w Polsce zaczął działać Netflix (na tej platformie można właśnie obejrzeć Broadchurch). A drugą było to, że zaczęliśmy oglądać serial Jessica Jones (także na Netflixie), w którym gra David Tennant. Jako fani Doktora Who, którego przez kilka sezonów grał Tennant, z fascynacją obserwowaliśmy, jak tym razem aktor wciela się w rolę psychopaty o nadnaturalnych zdolnościach. Ten serial, a szczególnie postać tak świetnie zagrana przez Tennanta, potrafił mnie tak przerazić, że przez parę tygodni nie miałam ochoty do niego wracać, bojąc się tego, co może się wydarzyć. A kiedy serial się skończył (nawiasem mówiąc, jest świetny!), niemal natychmiast przeskoczyliśmy do Broadchurch, w którym David Tennant gra detektywa. W zasadzie nie wiedzieliśmy o tym serialu nic oprócz tego, że to kryminał (i że gra w nim Tennant, oczywiście). Ale więcej nie trzeba było mnie zachęcać. Bardzo dobrze jest nie wiedzieć o tym serialu nic więcej, więc ja wam też za dużo nie zdradzę. Wystarczy, że będziecie wiedzieć, że jest dwójka detektywów i jest morderstwo – zagadka, którą muszą rozwiązać w bardzo krótkim czasie i pod wielką presją. I na pierwszy odcinek warto zaopatrzyć się w zapas chusteczek.

562004.1

Serial od pierwszej sceny wciąga. Siedzieliśmy potem już jak uwiązani do końca odcinka i nie mogliśmy przestać oglądać. Pewnie tego dnia obejrzelibyśmy trzy odcinki pod rząd, ale całe szczęście było już zbyt późno. Skończyliśmy na dwóch. Dawno nie oglądałam tak wciągającego serialu. Niemal każdy odcinek kończy się cliffhangerem i naprawdę trudno jest nie włączyć następnego. Fabuła obfituje w zwroty akcji i jest pełna tajemnic. A mieszkańcy Broadchurch, małego nadmorskiego miasteczka, mają ich zadziwiająco dużo. Do samego końca nie wiadomo, kto jest mordercą, nawet ciężko jest się domyślić kto, bo podejrzanym może być dosłownie każdy. Każdy tak samo nieprawdopodobny.

Na razie ukazały się dwa sezony i nie są to sezony równe. W obu sezonach wszystko się wyjaśnia w ostatnim odcinku, ale w pierwszym sezonie niestety ma się wrażenie, że sprawca pojawia się jak Deus ex machina. Jak na serial detektywistyczny, w pierwszym sezonie widz dostaje zbyt mało wskazówek, żeby był w stanie sam wydedukować, kto zabił. Jest to i dobrze, i źle. Z pewnością ten zabieg wprowadza tajemniczość i każe widzowi podejrzewać wszystkich, trzymając do końca w napięciu, ale z drugiej strony, może zniechęcać brakiem jakiejkolwiek szansy na rozwiązanie tej łamigłówki poprzez dedukcję. Z kolei drugi sezon przez pierwszych kilka odcinków odpływa w kierunku dramatu, a zagadka jest gdzieś w tle. Dopiero chyba od 4 odcinka te proporcje się zmieniają i tym razem widz dostaje więcej detektywistycznych smaczków.

414101.1

To już kolejny brytyjski serial, którym jesteśmy zachwyceni. Ok, może do pełnego zachwytu ociupinkę zabrakło, ale zabrakło naprawdę niewiele. David Tennant gra fantastycznie, zresztą partnerująca mu Olivia Colman wcale nie wypada gorzej. Najgorsze, co można powiedzieć o grze aktorskiej w tym serialu, to że jest poprawna. Chciałabym móc to powiedzieć o dowolnym polskim serialu (ok, HBO ostatnio wysoko stawia poprzeczkę). Być może jest to zasługa tego, że aktorzy (poza jednym – nie zdradzę którym) do końca sezonu nie wiedzieli, które z nich okaże się mordercą. Kolejna rzecz, którą lubię w brytyjskich serialach jest krótki sezon. Maksymalnie 12-13 odcinków (a w przypadku Broadchurch 8), to ilość pozwalająca uniknąć zapchajdziur, które najczęściej mocno obniżają poziom całego serialu i wioną nudą.

Kolejny sezon Broadchurch dopiero za rok. Ja już czekam z niecierpliwością. Jestem bardzo ciekawa, czym twórcy serialu nas tym razem zaskoczą, bo wydaje się, że wszystkie wątki zostały już pozamykane. Ale jeśli tylko utrzymają poziom, to znów czeka nas kilka dni wyjętych z życia i kilka nieprzespanych nocy. I wiecie co? Na pewno będzie warto!

414113.1

Może ci się też spodobać

  • O widzisz! Nawet nie wiedziałam, że będzie trzeci sezon :) Uwielbiam grę aktorską głównych bohaterów, taką maksymalnie oszczędną w środkach.Pasuje mi do surowego klimatu filmu, morskich krajobrazów, zachmurzonego nieba i wilgotności powietrza, która jest niemal odczuwalna dla widza :) Pierwszy sezon rewelacja, pamiętam go dużo lepiej, niż drugi. Osobiście cieszę się, że twórcy dali tak mało wskazówek odbiorcom, bo rozwiązanie sprawy naprawdę wbiło mnie w fotel :)

    • Agnieszka Krupińska

      Aktorom też tego nie zdradzili ;)