Parenting

Bo wy mnie nie rozumiecie! Czyli pierwsze problemy wychowawcze…

autor Żona Czerwiec 8, 2014 3 Komentarzy
zlosc
Myślałam, że usłyszę te słowa dopiero za jakieś 10 lat, że jeszcze czas, że to jeszcze przede mną. Padły z ust mojej 5 letniej córki, która wypowiedziała je odpowiednim dla dramatycznej chwili łamiącym się głosem i przy wsparciu łez.

– Klara, idź zrób siusiu – powiedziałam do córki zaraz po wejściu do domu. Prawie cały dzień byliśmy poza domem i w tym czasie ani razu nie korzystała z toalety (z ciekawości zmierzyłabym kiedyś pojemność pęcherza mojego dziecka, bo wydaje się, że jej wystarcza zaspokajanie potrzeby raz, no – dwa razy dziennie).
– Ale mi się nie chce siusiu! – wykrzyknęła Klara w buncie przeciwko sterowaniu zaspokajaniem jej fizjologicznych potrzeb.
– Kochanie – mówię spokojnie – byliśmy cały dzień poza domem…
– Mi się nie chce siusiu! – rozpłakała się już całkiem Klara.
– Widzę, że jesteś zmęczona… – zaczęłam
– Nie jestem zmęczona! – krzyczy dalej Klara. – Nie chce mi się siusiu!
– Spokojnie, uspokój się, rozmawiamy – moje pokłady cierpliwości są dziś niewyczerpane ;) – Ja tylko mówię…
– Nie! Nie! – nie daje się uspokoić Klara.
– Ale dlaczego płaczesz?
– Bo ja jestem oburzona!
– Ale dlaczego jesteś oburzona?
– Bo wy mnie nie rozumiecie! – rozdzierająco oznajmiła Klara.

Ta wielce emocjonująca i emocjonalna rozmowa trwała jeszcze dobre 10 minut i w końcu chyba nasza córka zapomniała, o co jej tak naprawdę chodziło. Siusiu zrobiła. Ufff ;)

A ja się zaczęłam zastanawiać. No, bo chyba faktycznie zdarza się, że nie rozumiem własnej córki.

Po pierwsze,

ostatnio dość często mówi coś niewyraźnie. Na początku myślałam, że to ja mam coś ze słuchem, ale nie. Mąż potwierdził. Często muszę dopytywać ją nawet 5 razy, co ona właściwie do mnie mówi, narażając się na wybuchy złości ze strony sfrustrowanego dziecka.

Po drugie,

jestem dorosła, ona jest dzieckiem. Myślimy inaczej. Co innego jest dla nas w danej chwili ważne. Dla dorosłego ważne jest, żeby dziecko natychmiast przyszło do kuchni zjeść zupę zanim wystygnie, dla dziecka ważniejsze jest dokończyć budowlę z klocków LEGO.

Po trzecie,

zbyt często brakuje mi cierpliwości. Akurat w powyższej rozmowie miałam jej sporo, ale bywa, że tracę ją już od pierwszego zdania mojej córki. Mało tego, często zapominam, że to jeszcze małe dziecko, które w sumie niedawno nauczyło się mówić i dla którego składanie wielu trudnych wyrazów w jasny i zrozumiały komunikat jest sporym wyzwaniem. A ja często próbuję dokończyć za nią zdanie lub poprawić ją milion razy, bo źle odmieniła końcówkę. Nic dziwnego, że mi dziecko wybucha.

Po czwarte,

Klara często sama siebie nie rozumie, nie rozumie dlaczego czuje się zła, sfrustrowana, dlaczego zachowuje się tak, a nie inaczej. A jak nie rozumie, to jak ma mi to wytłumaczyć? To ja muszę rozumieć, muszę domyślić się jaka sytuacja wzbudziła w moim dziecku takie emocje. Jakie to są emocje? I to ja muszę je nazwać, opowiedzieć, wyjaśnić, dlaczego i co czuje w danej chwili.

Na obrazku tytułowym Klara prezentuje co może zrobić jak się złości. Pozwólcie, że opiszę, bo może niezbyt dobrze widać ;) Mamy tu więc tupanie nóżką, trzaskanie drzwiami, krzyczenie i niestety nie pamiętam co to jest to niebieskie, chyba zwierzę, ale jakie? Muszę Klarę zapytać.

Ciężko jest zrozumieć dziecko. To sprawa pokoleniowa. Ale to my, dorośli musimy pamiętać o tej różnicy pokoleń. I to my musimy zmienić swoją perspektywę w rozmowie z dzieckiem, zniżyć się do jego poziomu. Uklęknąć, przykucnąć i spojrzeć na świat jeśli nie jego oczami, to przynajmniej z jego punktu widzenia.

A na tym zdjęciu Klara prezentuje dziewczynkę, która już się wyzłościła i znów jest szczęśliwa ;)

wesola

Może ci się też spodobać

  • Tomasz Owczarek

    Nie chciała byś być znowu dzieckiem, które może sobie potupać?

    • A nie mogę? ;)

      • Tomasz Owczarek

        Pokrzycz, potup, trzaśnij drzwiami to na pewno znajdzie się ktoś kto Ci powie co i dlaczego czujesz :)