Bardzo serio

Bądź jak Agnieszka. Miej wybór!

autor Żona Kwiecień 2, 2016 0 komentarzy
12919386_10153714365272762_1433274660_o
Poznajcie Agnieszkę. Agnieszka jest żoną Marcina i ma dwójkę dzieci. Najstarsza córka ma 7 lat, najmłodszy syn dopiero co skończył 3 lata. Agnieszka z mężem nie planują więcej dzieci. Agnieszka często myśli, jaką cholerną jest szczęściarą.

Ale to już przeszłość. Niedawno Agnieszka została zgwałcona. Powiecie, że mogła nie szlajać się tak późno po mieście? Że mogła nie zakładać krótkiej sukienki? Że może zachowywała się zbyt prowokująco? Nic z tego. Agnieszka została zgwałcona w środku dnia i nosiła wtedy zwykłe dżinsy. Jak co dzień, skracała sobie drogę do domu przez park. Zły czas, złe miejsce. Pech.

Pechowo w Agnieszce właśnie rozwija się ONO – przykry skutek wydarzenia, o którym chciałaby po prostu zapomnieć. Ale teraz zapomnieć się nie da. Bo jest ONO – dziecko. Agnieszka nie wie jeszcze, czy powie mężowi. Bo co ma mu powiedzieć? Czy musi cierpieć jeszcze jedna osoba? Nocami wyje bezgłośnie w poduszkę. Chciałaby umrzeć, ale nie może. Ma rodzinę, której nie potrafi zostawić. Czuje złość na tego kogoś, kto odebrał jej szczęśliwe życie.

Agnieszka myśli o aborcji. Do tej pory uważała, że nie potrafiłaby zabić własnego dziecka. To było poza wszelkim wyobrażeniem. Jako katoliczka wierzy, że to grzech, dla matki najgorszy z możliwych. Ale teraz naprawdę to rozważa. Nie czuje, że to jest jej dziecko. Jest obce. Nie chce go. Niedobrze jej się robi na myśl, że miałaby czuć jego ruchy i patrzeć jak przez następne miesiące rośnie w jej brzuchu.

Agnieszka rozważa, czy mogłaby urodzić to dziecko. Wie, że jeśli zrzekłaby się praw zaraz po porodzie, mogłoby zostać natychmiast adoptowane. Mogłoby żyć wśród ludzi, którzy by je pokochali, skoro ona nie może. Zastanawia się, czy dałaby radę nosić je przez 9 miesięcy i się do niego jakoś nie przywiązać. Czy może jednak coś by poczuła, może byłoby jej żal. Mimo wszystko, nie mogłaby go zatrzymać. Nie mogłaby oczekiwać od męża, żeby wychowywał dziecko, które nie tylko nie jest jego, ale które pochodzi od człowieka, który skrzywdził całą ich rodzinę. Nie jest pewna, czy sama by potrafiła. Nie. Musiałaby je oddać. Agnieszka wyobraża sobie, jak by to było. Być po raz trzeci w ciąży. Nie żyje przecież w próżni. Co powie dzieciom, rodzinie, znajomym, kiedy już urodzi i wróci ze szpitala sama. Co im wszystkim powie?

Nie. Musi przerwać ciążę. To dziecko nie może się urodzić. Ale to oznacza, że musi je zabić. A Agnieszka nie chce nikogo zabijać, a już na pewno nie niczemu winnego dziecka. Wie, że w jakiś sposób będzie żałować tego do końca życia. Agnieszka nie wie, czy potrafi żyć ze wszystkimi konsekwencjami takiej decyzji. Ale urodzić też nie może.

Agnieszka wciąż nie potrafi się zdecydować. Co chwilę zmienia zdanie. Urodzi – nie urodzi. Zabije – nie zabije. Wie, że cokolwiek wybierze, nie zazna spokoju. Tu żaden wybór nie jest dobry. Agnieszka wie, że musi wybrać między złem a złem. Co powinna zrobić? Wie, że nikt nie może za nią podjąć tej decyzji, bo to ona poniesie jej każdą konsekwencję. Nosi w sobie pamiątkę najgorszego wydarzenia w jej życiu. A teraz Agnieszka ma wybór. Każdy zły. Ale jednak WYBÓR.

A teraz spokojnie, wdech – wydech. Ta historia wcale mi się nie przydarzyła. Choć mogła i w sumie nadal może. Ta historia jest dowodem na moją chorą wyobraźnię i nad wyraz rozwiniętą empatię. Mam jej naprawdę cholernie dużo. Tak dużo, że bez trudu potrafię wcielić się w rolę ofiary gwałtu i przerywać co chwilę pisanie, by sięgnąć po chusteczkę i wysmarkać nos, przy okazji ukradkiem wycierając też łzy. Bo ja cholera, naprawdę nie wiem, co bym zrobiła w takiej chorej sytuacji. Ale jedno wiem: chciałabym mieć wybór.

p.s. Zdjęcie wieszaków nie jest wcale przypadkowe. Jeśli też chcecie mieć wybór, klikajcie Nie dla torturowania kobiet! Niedziela 3.04.2016r pod Sejmem.

Autorką zdjęcia jest Boska Matka

Może ci się też spodobać