Bardzo serio

A tobie ile wystarczy, żeby usunąć sobie jajniki?

autor Żona Marzec 25, 2015 8 komentarzy
Angelina_Jolie_2010_3
Zanim gruchnął na ziemię Airbus niemieckich linii lotniczych, na świat cały gruchnęła wieść, że boska Angelina usunęła sobie jajniki wraz z jajowodami. Był to news dnia… przez jakieś 10 minut, po czym oczy całej Europy zwróciły się na małą wioseczkę we francuskich Alpach. A ja czekałam na pierwsze głupie komentarze.

Polscy internauci znają się na wszystkim

Oczywiście, że musiały się pojawić, bo polscy internauci są specjalistami od wszystkiego, wczoraj byli zaś wybitnymi specjalistami od nowotworów i psychiatrii. Zazwyczaj odpuszczam sobie czytanie komentarzy na portalach, bo większość komentujących wypluwa z siebie głupoty nie czytając wcale tekstu, ale wczoraj przeczytałam i się nie zawiodłam. Komentarze roiły się od rad typu: niech sobie profilaktycznie usunie jeszcze mózg i od diagnoz w stylu: czytałam, że kiedyś lubiła się okaleczać, więc na pewno ma coś z głową.

Bo przecież zrobiła to z czystej fanaberii i na pewno po to, żeby zwrócić na siebie uwagę…

Celebryci to ludzie tacy jak my, chorują i umierają tak samo

Zastanawiałam się, jak czują się w tym wszystkim kobiety, które są w podobnej sytuacji co Jolie. Kobiety, które mają ten sam gen zwiększający prawdopodobieństwo zachorowania, tę samą historię chorób w rodzinie. Te, które rozważają podjęcie tych samych kroków, żeby dać sobie większe szanse na poznanie własnych wnuków. Czy one też są niespełna rozumu? Czy w ich przypadku to też fanaberia? Parcie na szkło? Czy może jednak osobista tragedia i dramatyczny wybór? A może konieczność…

Czy 50% to dużo, żeby usunąć jajniki?

Wyobrażam sobie, że życie z 87% prawdopodobieństwem zachorowania na raka piersi zostawia jasny wybór. Ale czy 50% to wystarczająco dużo? A może jednak mało? To zależy.

Mój wykładowca od statystyki lubił żartować, że prawdopodobieństwo wygranej w totolotka wynosi 50%: albo wygram, albo nie ;) Jednak nie jest tak prosto trafić „szóstkę”, tak samo jak nie jest prosto przewidzieć, czy i kiedy zachorujemy na raka. O ile w przypadku totolotka prawdopodobieństwo jest łatwe do wyliczenia, tak w przypadku chorób musimy zdać się na statystykę, a ta zawsze obarczona jest błędem statystycznym i oparta o pewną próbę reprezentatywną, czyli o podobne do badanego przypadki. Dlatego to nigdy nie jest prosty wybór, czasem może być dokonany na wyrost i może niepotrzebnie, ale każdy musi sam zdecydować, na jakie ryzyko się godzi. Nie da się wyeliminować go całkowicie, ale potrafię doskonale zrozumieć, że ktoś zrobi wszystko, żeby ryzyko było jak najmniejsze.

Lepiej zapobiegać niż leczyć

A czy ty wiesz, z jakim prawdopodobieństwem żyjesz? Ja nie wiem. Mimo że w mojej rodzinie nie było przypadków zachorowań na nowotwory wśród kobiet, nie czuję się bezpieczna. Za dużo mam do stracenia i ja też chcę zobaczyć jak moje dzieci dorastają, kończą studia, zakładają rodzinę. Robiąc badania profilaktyczne, daję sobie taką szansę.

Lekarze od lat trąbią, że dziś niemal każdy nowotwór jest do wyleczenia, jeśli tylko zostanie odpowiednio wcześnie wykryty. A jednak wciąż zaniedbujemy badania profilaktyczne, nawet jeśli wiemy, że możemy być w grupie ryzyka. Angelina swoim przykładem daje niesamowitą siłę wszystkim kobietom, które mierzą się z podobnym problemem. A całej reszcie wysyła jasny komunikat: badaj się, bądź o krok przed rakiem, bo im więcej wiesz, tym większe masz szanse z nim wygrać.

Może ci się też spodobać

  • Jolanta Flakowicz

    Ja i moja siostra zostałyśmy kiedyś skierowane na badania genetyczne w tym kierunku. Szczęśliwie okazało się, że nie jesteśmy obciążone tym wadliwym genem. Co i tak nie zwalnia nas z badań profilaktycznych. Jednakże cieszymy się, że jesteśmy w gronie tych mniej narażonych. pozdrawiam

  • Przyznaję się, że pierwsza co mi przyszło na myśl, gdy jadąc samochodem, usłyszałem w newsach o Jolie i jej operacji, było: „Raaanyyy, co to w ogóle za news? Jak z jakiegoś brukowca”. Dopiero potem podczas rozmowy z Agą oprzytomniałem. A komentarze są wstrętne – nikt by tak nie napisał gdyby raka miała i lekarze kazali jej jajniki wyciąć – tylko wtedy jest już trochę za późno. Dobrze że mówi o tym głośno i odważnie.

  • Skanna Czyjakośtak

    A ja strach rozumiem (sama mam w rodzinie mamy liczne przypadki nowotworów), niemniej jednak zastanawiam się, czy to nie jest już za daleko posunięta ingerencja. Gdzieś w internecie przyuważyłam komentarz „Ciekawe, czy Angelina wie, że na raka mózgu też można zachorować?”
    Jasne, też chciałabym zobaczyć, jak moje dzieci dorastają i zakładają rodziny, ale uniemożliwić może mi to zarówno nowotwór jak i zwykła przejażdżka samochodem, o samolocie nie wspominając. I co, powinnam chodzić tylko na piechotę? A jak i tak ktoś we mnie wjedzie (wczoraj mojego małżonka ktoś o mało nie potrącił na chodniku, nie na ulicy)? Nie wychodzić z domu? A co, jak w domu gaz wybuchnie? Odłączyć? Prąd też, bo też może być zwarcie? A jak gaz albo pożar wybuchnie u sąsiadów? Wyprowadzić się na pustkowie? A jak mnie tam zmiecie wichura albo trafi piorun?…
    Rozumiem troskę o przyszłość, ale jednak trzeba się zastanowić, gdzie jest granica?
    To co robi Angelina nie jest dla mnie sygnałem „badaj się”. Tak byłoby, gdyby prowadziła kampanię na rzecz badań profilaktycznych, a nie profilaktycznie wycinała sobie póki co zdrowe organy.

    • Ale to jest tak jak napisała Aga: osobista kwestia z jaką świadomością ryzyka jesteś w stanie sobie poradzić (50% to już wysokie ryzyko które niektórym będzie spędzać sen z powiek – np. dla Jolie która straciła matkę właśnie z powodu tego samego genu i raka, a niektórym nie). Bez jajników da się żyć więc porównanie do raka mózgu jest moim zdaniem mocno przesadzone jeżeli nawet nie głupie. Nie chodzi tu o niewychodzenie z domu, czy zamknięcie się w pokoju bez klamek i miękkimi ścianami bo tam mnie nic złego nie spotka. Jolie nie zachowuje się irracjonalnie i nie każe wszystkim kobietom po 40 usuwać sobie jajników, tylko pokazuje że jeżeli ktoś się boi czy jest w grupie ryzyka wysokiego ryzyka, to może sobie z tym strachem poradzić.
      To co robi Anglina to sygnał – nie czekaj aż będzie za późno tylko rób coś wcześniej. Warto przeczytać jej list, zapoznać się z historią, bo wiele komentarzy w internecie jest po przeczytaniu nagłówka, albo usłyszeniu wiadomości w radiu (tak jak i ja zareagowałem na samym początku)

    • Skanna powtarzasz jak wiele osób wymysły wyssane z palca. Niestety nasze media też nie podają całości obrazu, tylko rzucają: wycięła sobie jajniki, zdrowe, bo może zachorować. Prawda jest inna. Ona żyła z 50% prawdopodobieństwem zachorowania na raka jajnika. WIedziała o tym od kilku miesięcy i rozważała ten krok. Jednak kilka tygodni temu dostała wyniki, które zmusiły ją do szybkiej reakcji. Za dwa-trzy miesiące mogło być znacznie gorzej. Nadal może zachorować na ten sam nowotwór, tą operacją dała rakowi mniejsze, dużo mniejsze szanse. Tak robi wiele kobiet z wysokim ryzykiem, także w Polsce.

      Link do artyułu – pamiętnika z operacji, napisanego osobiście przez Angelinę http://www.nytimes.com/2015/03/24/opinion/angelina-jolie-pitt-diary-of-a-surgery.html?_r=0

  • Paweł Cichocki

    Można działać w celu zachowania życia i zdrowia tak jak Angelina, a można też pozostać biernym – będzie jak Bóg da.
    A przecież Bóg już dał nam rozum, żebyśmy mogli przynajmniej próbować zadbać o siebie i swoich bliskich.
    Jak pisał w swoich ostatnich książkach zmarły niedawno Terry Pratchett: Bóg nie wymaga byśmy o Nim ciągle myśleli, ale chce żebyśmy myśleli.
    Sam nie jestem rodzicem, ale obserwacje utwierdzają mnie w przekonaniu, że rodzice a zwłaszcza matki są skłonni zrobić WSZYSTKO byle zapewnić dzieciom opiekę i bezpieczeństwo.
    Nie wiem jaką mamą jest pani Jolie, ale nie mam podstaw do twierdzenia, że adoptowała dzieci w celach medialnych.
    Dlatego rozumiem jej decyzję i determinację w walce nie tylko o własne zdrowie ale też pośrednio o dobro jej dzieci.

    Jednak pierwszą myślą po przeczytaniu tego tekstu było to, że jedną z poważniejszych konsekwencji jej decyzji będzie zmiana osobowości.
    Dla reszty organizmu brak jajników będzie równoznaczny (chyba, bo lekarzem nie jestem) z menopauzą.
    Jęśli ktoś twierdzi, że ustanie pracy jajników nie ma wpływu na charakter kobiety, niech zasięgnie opinii fachowców.

    • „Regardless of the hormone replacements I’m taking, I am now in menopause. I will not be able to have any more children, and I expect some physical changes. But I feel at ease with whatever will come, not because I am strong but because this is a part of life. It is nothing to be feared.”
      Jak czytam komentarze katolików do tego co zrobiła Angelina, to sobie myślę właśnie to samo: jakby chcieli, żeby ludzie nie korzystali z rozumu, który dostali od Boga, że chcieliby zabronić korzystania z osiągnięć współczesnej medycyny, jakby choroba była karą za coś i należało tę karę po prostu przyjąć: położyć się i czekać na śmierć daną od Boga. Ci sami ludzie nie zgadzają się zabijanie płodów i chcą leczenia ciężko chorych dzieci…