Po godzinach

6 rzeczy, które wkurzają mnie w „Grze o Tron”

autor Żona Lipiec 15, 2016 0 komentarzy
Gra o tron

Wreszcie mogę bez obaw zaglądać na facebooka. Już mi nie straszne memy i spoilery. Wreszcie mogę odblokować połowę swoich znajomych! Koniec późnego chodzenia spać, obgryzania skórek i wypowiadania zdań w stylu: „O nie! Na trzeźwo tego nie zdzierżę!” Kilka dni temu obejrzeliśmy ostatni odcinek 6 sezonu serialu „Gra o Tron” i z ulgą dołączyłam do całej reszty świata, która już WIE wszystko. I jestem wkurzona.

 

UWAGA! UCZCIWIE OSTRZEGAM, ŻE TEKST ZAWIERA SPOILERY!!!

 

Zanim serial wszedł do ramówki HBO, przeczytałam wszystkie dostępne książki. Serial wciągnął mnie oczywiście, tak samo jak książka, ale potem zgubił mnie gdzieś w okolicy 3 sezonu. Chyba zbiegło się to z lekturą ostatniego tomu, który był lekko mówiąc rozczarowujący. Możliwe, że straciłam do niego serce. Ale kiedy 5 sezon wreszcie dogonił książkę i zbliżała się premiera 6 sezonu, wiedząc, że w najbliższym czasie nie ma co liczyć na nowy tom powieści, postanowiłam się z serialem przeprosić. Człowiek jednak chciałby się dowiedzieć, jak to wszystko się skończy, bo obawiam się, że zakończenia sagi na papierze to już nie doczekamy. I mimo że ponownie się w serial wciągnęłam, to jednak szósty sezon bardziej mnie wkurzył, niż się spodobał. Za co? Za tych oto 6 rzeczy.

1. Zupełnie zbędne wątki

To nie jest problem tylko serialu, ale też książki. George R.R. Martin sam w wielu miejscach nie może się zdecydować, co zrobić dalej z postacią. Łapie się jakiegoś pomysłu, a potem go porzuca i więcej do niego nie wraca. Jest to cholernie denerwujące. Jeśli chodzi o serial, to mam wrażenie, że niektóre wątki są, bo są w książce, ale skoro kontynuacja książek jeszcze nie istnieje, to musieli te wątki rozegrać na swój sposób. I tak, mamy księcia Dorana z Dorne, który przez dwa sezony filozofuje, a potem go zabijają. Dario Naharis – od momentu, kiedy się pojawił, nie zrobił nic znaczącego dla fabuły. A na koniec został porzucony. Przez pół sezonu śledzimy „nawrócenie” Margeary Tyrell, odczuwając coraz większą sympatię do młodej królowej, a nawet coś w rodzaju podziwu dla jej przenikliwości i intelektu. I co? Ginie. Po co? Czy tylko po to, żeby wywołać w nas, widzach, silne emocje? „Hej, ludzie, polubcie tę postać, jest naprawdę ważna dla fabuły. Ups! Chyba jednak ją zabijemy!” No, błagam!

Gra o tron

2. Okrucieństwo dla okrucieństwa

Z początku myślałam, że autor książki zabija postaci, bo po prostu tak bywa w prawdziwym życiu i podziwiałam go nawet za to, że potrafi zrobić to tak bez żalu. Teraz obawiam się, że chodzi właśnie tylko o to, żeby ludzi wkurzyć. To samo podejście mają chyba producenci serialu. Tak samo z okrucieństwem. Serial jest bardzo brutalny i bardzo realistyczny. Krew się leje, kończyny latają, trup się ściele. Tylko po co, pytam. Co takiego wniosło do fabuły pokazywanie widzowi najokrutniejszych tortur? Co pokazanie nocy poślubnej Sansy? I dlaczego, na Boga, zrobili z dzieci (serio, niech mi ktoś to wyjaśni!) morderców maestra Pycelle? A skoro mowa o okrucieństwie…

3. Przestańcie zabijać wilkory!

Czy muszę tu coś więcej dodać?

Gra o tron

Sezon 6 zdecydowanie należy do kobiet! Teraz to one rządzą światem :)

4. Wszyscy stoją w miejscu

Postaci w serialu są owszem, barwne i wyraziste, ale ciągle takie same! Jedyne główne postaci, które ewoluują to Jon, Sansa i Arya. Nikt inny nie zmienia się istotnie w czasie historii. Nuda. Tyrion jest nadal odrzucony synem, inteligentnym strategiem i dobrym politykiem. Denerys po prostu dojrzewa, a Jamie Lannister non stop się miota między ciągnącą go na dno siostrą, a swoim wewnętrznym rycerzem. Od początku wiadomo, że potrafi podejmować trudne decyzje, jak zabicie króla. Co prowadzi nas do tego, że historia zatacza koło.

5. „Wszystko to już się zdarzyło i wszystko to wydarzy się znów”

Historia na koniec szóstego sezonu nie różni się zbytnio od tego, co widzieliśmy w 1 i 2. Na tronie mamy szalonego Lannistera, na północy jest „samozwańczy” król, a Dennerys i Dothrakowie planują przemierzyć morze. Po co te całe sezony nad Zatoką Niewolników? Nawet sam Geroge R. R. Martin przyznał, że przez długi czas nie wiedział, jak wyprowadzić Denerys z Mereen i większość czwartego tomu niemiłosiernie się ciągnie.

Gra o tron

Szkoda, że Daario zostaje w Mereen. Będziemy za nim tęsknić ;(

6. Najgorsza telenowela jaką widziałam

Wszystko powyższe prowadzi mnie do wniosku, że jest to najgorsza telenowela, jaką kiedykolwiek oglądałam. Postaci nagle wracają zza grobu (Ogar, Góra, Jon), wszyscy wszystkich zdradzają, na przemian kochając się i nienawidząc (Cersei i Jamie), ginie tyle postaci, że już nawet ciężko się zdziwić czy zasmucić, a zwroty akcji są tak częste, że wręcz spodziewane. Osobiście mam już dość ciągłego oczekiwania w napięciu i zastanawiania się, co się zaraz spieprzy i kto zginie. Nie mam nic przeciwko serialom trzymającym w napięciu, ale na litość boską, ile można? Telenowela przynajmniej nie udaje, że jest czymś innym.

Gra o tron

Nareszcie! Najważniejszy wątek zaczął się wreszcie rozkręcać!

 

Czy będę dalej oglądać „Grę o Tron”? Oczywiście, że będę! Wkurza mnie. Denerwuje. Przyprawia o mdłości. Sprawia, że mam ochotę rzucić pilotem w telewizor. No, ale w końcu to telenowela! Najgorsza, bo najgorsza, ale czy ktoś kiedyś przestał oglądać telenowelę?

Może ci się też spodobać